Jan M. Rokita nie jest z mojej bajki. Ani mnie ta postać ziębi, ani grzeje. Właściwie to nawet go nie lubię, uważam bowiem, że jest zbyt nadęty, no i pamiętam mu czasy Suchockiej. Ale...
W sprawie potraktowania małżeństwa Rokitów w niemieckim samolocie jestem po stronie Rokitów. Jeśli wierzyć relacjom mediów i świadków, zarówno stewardessa jak i niemiecka policja zachowali się grubiańsko i bezczelnie. Może reakcja Jana Rokity była nieco przesadna, ale rozumiem ludzi, którzy nie pozwalają sobą poniewierać.
Tymczasem dla lewaków z salonu, różnych szewalierów i neospasminów, lekceważące i poniżające potraktowanie pasażera przez niemiecką obsługę jest zupełnie naturalne. Zapewne gdyby byli w na pokładzie tamtego samolotu, też biliby brawo i rechotali z zadowolenia. "Dostało się pyszałkowatemu Polaczkowi. Dobrze mu tak, niech ma za swoje".
Z osobników o lewackiej mentalności wychodzi w takich chwilach mimowolnie jakiś wschodni, wieśniaczy kompleks. Potwierdzają to zresztą ujawniające pretensje do wyższej kultury ich nicki. Zakompleksieni lewacy zachowali się wczoraj w salonie, jakby pochodzili w prostej linii od kacapów. Hałas przy stole ma być według nich dowodem, że sztuka posługiwania się sztućcami została opanowana. Wot taka kultura dworu Jekateríny Alekséjewny zu Anhalt-Zerbst.




Komentarze
Pokaż komentarze (3)