Mieliśmy wczoraj okazję po raz kolejny ujrzeć starcie gigantów rosyjskiej sceny politycznej.
Zaczął Putin ostrym komentarzem skierowanym pod adresem koalicji dążącej do usunięcia Kadafiego. Co ciekawe, Putin swą wypowiedź skoncentrował przede wszystkim na rezolucji Rady Bezpieczeństwa w sprawie Libii. Mimo że Moskwa będąca stałym członkiem tej rady nie zawetowała owej rezolucji, to Putin określił ją jako "wadliwą i szkodliwą", stwierdził też, że "przypomina średniowieczne wezwanie do wypraw krzyżowych", zaś samą interwencję uznał za "nieusprawiedliwoną". Jednocześnie zauważył, że "obecne wydarzenia w Libii dowodzą, że Rosja postępuje słusznie, umacniając swoją zdolność bojową".
Utrzymany w zimnowojennym tonie komentarz Putina został po kilku godzinach skontrowany przez Miedwiediewa, który publicznie zganił swego premiera za nieodpowiedzialne wypowiedzi.
" - Musimy być maksymalnie ostrożni w ocenach. Jest absolutnie niedopuszczalne używanie określeń, które w istocie rzeczy prowadzą do zderzenia cywilizacji - takich, jak "wyprawy krzyżowe". Jest to niedopuszczalne - podkreślił prezydent w rozmowie z dziennikarzami w swojej rezydencji w Gorkach koło Moskwy."
"- W przeciwnym razie wszystko może zakończyć się o wiele gorzej, niż ma to miejsce dzisiaj - ostrzegł i dodał: "Wszyscy powinni o tym pamiętać"."
Wypowiedź Miedwiediewa sytuuje go na pozycji wyważonego, odpowiedzialnego polityka, natomiast Putin jawi się jako postsowiecki, zakompleksiony watażka, niepotrafiący się pogodzić z tym, że możni tego świata, demontują pozostałości sowieckiego imperium. Miedwiediew wprost oznajmił, że wbrew stanowisku Putina nakazał rosyjskiej dyplomacji otworzyć państwom zachodu drogę do usunięcia libijskiego satrapy.
"- Świadomie tak postąpiliśmy. Takie były moje instrukcje dla Ministerstwa Spraw Zagranicznych. I zostały one wykonane - powiedział prezydent, dodając, że "teraz nie należy bić się w piersi i mówić, że się nie wiedziało, co się czyni".
- Generalnie odzwierciedla ona naszą ocenę wydarzeń, choć nie we wszystkim. Rezygnacja z weta była świadomą decyzją - zaznaczył."
Zdaniem Miedwiediewa obecna sytuacja jest skutkiem zbrodniczej polityki Kadafiego:
"- Wszystko, co dzieje się w Libii, jest związane ze skandalicznym postępowaniem władz tego kraju, zbrodniami popełnionymi na własnym narodzie. Nie można o tym zapominać. Wszystko pozostałe, to konsekwencje - wskazał."
Wielu obserwatorów i komentatorów rosyjskiej sceny politycznej zwykło oceniać zarysowującą się pomiędzy Putinem a Miedwiediewem różnicę zdań przede wszystkim jako rozgrywkę w walce o przyszłą prezydenturę, jednak wiele gestów i wypowiedzi Miedwiediewa wskazuje na to, że jest on reprezentantem środowiska prącego do zasadniczego przemodelowania tak stosunków wewnętrznych państwa rosyjskiego jak i jego relacji ze światem. Choć tandem Putin- Miedwiediew nadal współpracuje w wielu dziedzinach (np. poszerzania gospodarczych wpływów Rosji w świecie), to jednocześnie dość wyraźna jest różnica stanowisk tych dwóch polityków w odniesieniu do Zachodu. Publiczne przytyki i polemiczne starcia to nie gra w dobrego i złego policjanta, lecz realna walka w łonie postsowieckich służb o to, czy Rosja pozostanie złowrogim, nastroszonym do świata imerium, czy uwolni się od zbrodniczego balastu i wkroczy na drogę realnej, otwartej współpracy. Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że wielu komentatorom ta druga (umownie mówiąc, zachodnia) strona jawi się również jako zagrażająca światu siła (osławione NWO, czy w mniejszej skali UE), lecz niestety tylko taki obecnie mamy wybór - albo sowiecki moloch i jego satelity-satrapie, albo zorganizowana siła zachodniej cywilizacji, usiłująca stworzyć światowe ramy władzy, pieniądza i gospodarki. Może to wybór między dżumą a cholerą, ale przynajmniej w przypadku tej drugiej śmertelność jest mniejsza.



Komentarze
Pokaż komentarze (12)