Powinienem się już przyzwyczaić do absurdów serwowanych codziennie przez "zaprzyjaźnione" z rządem Tuska media, jednak bezczelność, na jaką pozwalają sobie rządzący, zapiera dech w piersi.
Dziś Giewu ujawnia "tajne" zeznania prokuratora Wełny, według którego Kaczyński i jego ludzie mieli szukać "haków" na przeciwników politycznych, czyli na komuchów i ich akolitów (tak jakby trzeba było szukać:). Pomińmy, czy GieWu pisze prawdę, twierdząc, że Wełna obciążył przed sądem Kaczyńskiego, pomińmy też, czy jeśli Wełna faktycznie tak zeznawał, jak podaje GieWu, to czy mówił prawdę, skupmy się na tym, co oczywiste, a więc na fakcie, że dziennikarze po raz kolejny ujawniają to, co tajne.
I cóż? Dzieje się coś z tego powodu? Prokuratura wszczyna dochodzenie, kto ujawnił tajne zeznania i ściga ujawniających tajemnicę dziennikarzy? Naiwne oczekiwanie. Minister Kwatkowski maszeruje karnie do RadiaZet i oświadcza:
"- Jest tam napisane, że prokurator Wełna powiedział to pod przysięgą w trakcie procesu sądowego. Oczywiście efektem tego musi być wszczęcie postępowania przez prokuraturę, która to musi wyjaśnić."
Minister "sprawiedliwości" nie tylko nie strofuje dziennikarzy i nie zapowiada, że winni ujawnienia tajemnicy zostaną ukarani, ale usiłuje publicznie wpłynąć na niezależną formalnie prokuraturę. I znów zapytam: i co, wszczyna ktoś z tego powodu lament, rozdziera szaty, że na niezależną prokuraturę polityk wywiera nacisk, że sugeruje, jak prokuratura ma się zachować wobec obecnej opozycji?


Komentarze
Pokaż komentarze (13)