Tuż za naszą miedzą awantura zrobiła się niedawno co z tymi nieszczęsnymi pomnikami radzieckich "sałdatów" zrobić. Tylko patrzeć jak i u nas jedni będą rozwalać, a drudzy bronić.
Jakoś nie słychać za to głosów na temat trzeciego rozwiązania. Wiem, że wszelkie trzecie drogi są stosunkowo niepopularne, ale w sprawach natury obyczajowej, bardzo często są niezbędne.
Sprawa tych pomników w dużej mierze jest właśnie obyczajowa. To, że ZSRR był okupantem podobnym do III Rzeszy to jedno, ale to, że ci biedni żołnierze ginęli tu w czasie wojny masowo to drugie. Ginęli przeważnie setki, o ile nie tysiące, kilometrów od domu. Bardzo często, za przeproszeniem, gówno wiedzieli o ówczesnej polityce i o tym, że Stalin to kawał mendy i kanalia zwykła.
Może zatem warto zamiast rozwalać te pomniki, stopniowo je po prostu przerabiać? Zmieniać? Jeśli gdzieś tam są napisy o przyjaźni polsko-radzieckiej to je po prostu wypieprzyć podobnie jak sierpy i młoty. Zamiast tego zaś posadzić kwiaty i zamocować tablicę na której napisane będzie, że: To miejsce to symboliczna, albo i autentyczna, mogiła żołnierzy radzieckich którzy stracili życie w czasie II wojny światowej. Nie piszmy tam nic o wyzwalaniu i zniewalanu, ale po prostu napiszmy, że to na pamiątkę ofiar wojny.
Skoro mogliśmy zachować cmentarze żołnierzy niemieckich to może i tym radzieckim dajmy już spokój.


Komentarze
Pokaż komentarze