Prawica w każdym kraju ma swój właściwy jej ryt. Nie do podrobienia przez ugrupowanie tej samej strony politycznej gdzie indziej. W przeciwieństwie do lewicy i partii środka, które kierują się podobnymi ideami, symbolami i wartościami, często globalnie „chodliwymi”.
W Polsce prawica długo nie mogła zakreślić tła ikonograficznego, oprócz biało-czerwonych barw, do których przywiązywała nadmierną wagę, aż dla ludzi wrażliwych stało się to nieznośne. To tło jednak zawsze były intuicyjnie rozpoznawalne: Na wschód od… Od niemal wszystkiego.
Smoleńsk spadł z nieba i mamy katastrofę lotniczą wpisaną w trawestację tytułu Remarque’a: Na wschodzie bez zmian.
Ze Smoleńskiem na prawicy bez zmian. Nie ma dnia, ani godziny, aby ofiary tej katastrofy nie były indagowane przez żyjących polityków, którzy dojrzą dziurę w całym, bo Smoleńsk spadł im z politycznego nieba, a tam (u Pana Boga) będą dochodzić prawdy. Każde dane i fakty tak można obrócić na nice, że osiągnie się nie prawdę, a potrzebną interpretację.
Prawica w kraju nie żyje polityką, ale interpretacją rzeczywistości, w której barwy biało-czerwone tylko politycy patrioci noszą, a innym wiatr historii wywiał, albo odwrócił.
Twarde wartości czasami są niezbędne. W chwilach zagrożeń, mają swoje miejsce w historii, w polityce, lecz się zużywają, dlatego że są twardymi, mało elastycznymi, nieżyciowymi. Do tego w Polsce mają przywódcę – Jarosława Kaczyńskiego – który sobie nie radzi. Twierdzę, że jako człowiek ma kłopoty z poruszaniem się w rzeczywistości, co dawał dowód niejednokrotnie. Jako polityk sobie nie radzi, choćby w tak prostej kwestii, jak debatowanie nad jakimkolwiek problemem politycznym.
Kaczyński zawsze czmycha, gdzie pieprz rośnie. W kontaktach z politykami innych partii, w kontaktach wewnątrz PiS. Dlatego zaznaje co pewien czas secesji z partyjnych szeregów ludzi, którzy wydawaliby się, że mają takie same poglądy, jeżeli nie bardziej prawicowe, jak on (Ziobro), ale są ambitni.
Jak ludzie z szeregów uciekają, to do tych szeregów wracają. Jedni cichcem, inni za namową. PiS rozsiadł się na prawej stronie i nikogo nie wpuści. Między bajki włóżmy, że Ziobro znajdzie miejsce dla swojej Solidarnej Polski, to nie Palikot. Nie ma takiej determinacji i żywi się, jak Kaczyński tym samym pokarmem (paliwem) politycznym. Smoleńskiem, który spadł prawicy z nieba. Idei żadnych prawicowych nie można wymyślić, bo nie można wymyślić tradycji, tradycje można odświeżać i trwać wiecznie przy jednym.
Ziobro tak, czy siak wróci. Nad Kaczyńskim ma jedną zasadniczą przewagę: datę urodzenia w dowodzie tożsamości. A że w sobotę jest Kongres Solidarnej Polski, prezes boi się kompromitacji. Chce przykryć dane sondażowe, z których wynika, że Kaczyński ma takie same (bądź bardzo podobne) szanse na premiera, prezydenta (kogokolwiek), na kogo miałby potencjalnie głosować elektorat prawicowy (circa 30% Polaków).
Apel Kaczyńskiego wystosowany w sprawie jedności prawicy do (byłych) przyjaciół to w istocie apel do Ziobry ponad jego głową, do elektoratu.
Skutek będzie żaden, ale co w mediach pogadają to pogadają, przynajmniej o Tusku będzie tym razem mniej.



Komentarze
Pokaż komentarze