224 obserwujących
477 notek
2390k odsłon
  7082   0

Sikorski ma wiele racji

   Berlińskie przemówienie naszego ministra spraw zagranicznych przynosi chlubę Polsce. Czołowy polityk potrafi opanować historyczny lęk przed Niemcami, uznać ich centralną rolę na kontynencie i nakreślić wizję zjednoczonej Europy, aby się nie rozpadła. To nie jest gotowy projekt nowego traktatu. Można spierać się o pomysły. Przedstawił dopiero tezy do dyskusji ogólnoeuropejskiej. I oby poważnej dyskusji w kraju.
   Kiedy ostatni raz wyszła z Polski inspirująca świat wizja polityczna? Trzydzieści lat temu, za Solidarności. Wtedy także zbliżał się przełomowy proces historyczny – demontaż komunizmu. Mógł być krwawy. Dzisiaj zbliża się podobnej wagi proces – rozpad Unii Europejskiej, jeżeli nie znajdzie się rozwiązania kryzysu. I skutki też mogą być krwawe.
   Krajowe reakcje na przemówienie Sikorskiego pomijają początek tekstu, gdzie przypomina on rozpad Jugosławii. Zaczął się od tego, że Serbia wyłamała się z „unii walutowej” drukując własne dinary. To był prawdziwy zaczyn wojny domowej, która najbogatsze państwo socjalistyczne obróciła w ruinę i doprowadziła do powtórki ludobójstwa. Serbscy nacjonaliści nasycili się dumą narodową, a potem ciężko za to zapłacili. Ale więcej zapłacili słabsi od nich Bośniacy. 
   Za rozpad Unii zapłacą wszystkie państwa członkowskie, więcej słabsze. Polska należy do tych słabszych.
   Krytycy Sikorskiego twierdzą, że to fałszywy wybór: między centralizacją Unii, jak chce Sikorski, a rozpadem. Ma pozostać luźna, demokratyczna Europa ojczyzn. To wyobraźmy sobie sytuację na froncie: żołnierze kompanii piechoty demokratycznie decydują w głosowaniu: atakować, czy zostać na pozycjach, komu zagrozi śmierć, kto może być ranny, a kto wyjdzie z ataku raczej bez szkody. Tak samo jest z Unią dzisiaj. Sytuacja jest kryzysowa, jak na wojnie, czyli trzeba komuś narzucić decyzje i ofiary dla dobra wspólnego.
   Polska opinia publiczna może czuć się oszukana tym, że uzgodniona z Donaldem Tuskiem taka wizja Europy nie pojawiła się w kampanii wyborczej. Dla wielu wyborców byłaby nie do przyjęcia i wpłynęła na rezultat wyborów. Z kolei politycy opozycji są zawiedzeni, że te idee nie zostały najpierw przedyskutowane w kraju a dopiero potem przedstawione za granicą. Ale gdyby tak się stało, to wizja Sikorskiego poszłaby w Europę z doczepionym, gwałtownym „Nie!” opozycji, łącznie z groźbą Trybunału Stanu dla ministra. Nie miałaby wtedy wagi głosu Polski.
   Słychać argument, że nie na to umawialiśmy się z w referendum o przystąpieniu do Unii. Miała być Europa ojczyzn a oto pojawia się projekt federacji. Wtedy była inna, pokojowa sytuacja na naszym kontynencie. Dzisiaj grozi nam chaos i pochód radykalizmów. Niech no tylko Grecja podpali Bałkany.
    Nie ma racji wygadany rzecznik PiS, Adam Hoffman, że Unia Europejska jest o tyle dla niego ważna, o ile korzystna dla Polski. Otóż Polska jest już częścią UE, to nie są byty rozłączne. Sikorski zresztą zastrzegł, że mimo centralizacji władz Unii, pragnie zostawić w gestii państw członkowskich nakładanie podatków, sprawy tożsamości, obyczajów i polityki historycznej. Czyli w jego wizji Unii Europejskiej możemy pozostać Polakami we własnym państwie, aczkolwiek na wyższym stopniu rozwoju cywilizacyjnego.
   Sikorski przypomniał słuchaczom w Berlinie o losach I Rzeczpospolitej. Była pionierską, wielonarodową, bogatą demokracją na naszym kontynencie. Niestety upadła, ponieważ za późno wprowadziła scentralizowany rząd i odrzuciła zasadę jednomyślności „liberum veto” w stanowieniu prawa. Dobrze znamy ciąg dalszy tej historii.
   Można i trzeba spierać się z Sikorskim o konkretne pomysły. Ale grożenie mu Trybunałem Stanu, dymisją, czy niemal insurekcją, jak Jarosław Kaczyński ("będziemy wzywali do obrony niepodległości w różnej formie"), uważam za szkodliwe, gdyż utrudnia poważną rozmowę o ideach.

Lubię to! Skomentuj181 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale