Gorące tematy:

20 obserwujących
984 notki
360k odsłon
288 odsłon

Jak pomagać ptakom i jak im nie szkodzić

Fot. Krzysztof Mączkowski
Fot. Krzysztof Mączkowski
Wykop Skomentuj7

Stanisław Łubieński, przyrodnik, kulturoznawca, opowiadacz zwykłych historii niezwykłym językiem, publicysta, pisarz, człowiek zapewne jeszcze wielu innych talentów, podczas swego wystąpienia na Festiwalu Literacki Sopot 2020 mówił o tym, ile krzywdy ludzie wyrządzają zwierzętom przy nieświadomej akceptacji innych ludzi.

Chodziło o „papugarnie”, podobno dość popularną rozrywkę w wielu polskich miastach. Są to relatywnie małe pomieszczenia, w których trzyma się kilkanaście / kilkadziesiąt papug – gdzie niektóre z nich „wolno” latają z „drzewa” na „drzewo” ku uciesze zwiedzających te miejsca ludzi.

Ci ostatni próbują karmić ptaki nasionami kupionymi przy wejściu, podziwiają z bliska (gdy usiądą im na głowie lub ramionach) lub – o zgrozo! – głaskać… Stanisław Łubieński użył określenia, że ludzie traktują je jak kolorowe roboty, a tymczasem to żywe stworzenia czujące tak samo stres jak my.

Uświadomiłem sobie wówczas jak często ludzie nieświadomie krzywdzą zwierzęta kierując się jak najbardziej naturalnym odruchem pomocy, instynktem opieki nad mniejszym i słabszym.

Nie podejrzewam, że wszyscy ludzie odwiedzający „papugarnie” to psychopatyczne potwory. Idą tam kierowani ciekawością i pewną podświadomą sympatią do ptaków. Taką samą sympatią do ptaków i instynktem opieki nad mniejszym kierują się ci ludzie, którzy widząc podlotka lub pisklę wypadłe z gniazda, biorą je do domu i karmią lub dzwonią do „ptasiego azylu”. Tak samo robiłem będąc nastolatkiem.

Dziś wiem, już jako praktykujący ornitolog, że tak się nie robi, że taki – skądinąd sympatyczny – odruch ptakom szkodzi, a nie pomaga, bo mały ptaszek, który wypadł z gniazda zachowuje głosowy kontakt z rodzicami, którzy dolatują na dół i go dokarmiają. Wystarczy podsadzić go w takie miejsce (najlepiej w krzewy), w którym nie dopadną do zgłodniałe koty, gdzie nie zostanie rozdeptany lub rozjechany.

Albo zimowe dokarmianie – mało kto jeszcze wie, że dokarmianie chlebem, który rozmaka, pleśnieje ptakom szkodzi. One od jedzenia chleba po prosu umierają.

Tylko to trzeba wiedzieć. By tym ptakom realnie pomóc, trzeba wiedzieć w jaki sposób i w jaki sposób im nie szkodzić. Z tego punktu widzenia nie ma różnicy między odwiedzającymi „papugarnie”, a tymi, co biorą podlotki na „domowe wychowanie” albo dokarmiają. Jedni, drudzy i trzeci są przekonani, że robią jak najlepiej – w pierwszym przypadku wzbudzają zainteresowanie ptakami u swoich dzieci, w drugim i trzecim – że realnie pomagają.

Problem jest z tymi, którzy „przemysł papugowy” organizują – oni wiedzą, że realnie ptakom szkodzą i wykorzystując naiwność i dobroć ludzką wciągają w ten proceder innych.

To tak, jak było z cyrkami – nie ci byli winni, którzy chadzali na pokazy z udziałem zwierząt, a ci którzy ze zwierzętami jeździli i między spektaklami – jak już dziś wiemy – wielokrotnie je katowali. Dopiero długotrwała kampania informacyjna uświadomiła widzom, że zwierzęta są niedożywiane, katowane i przetrzymywane w skandalicznych warunkach. Głośna i długa kampania uświadamiająca doprowadziła do tego, że cyrki ze zwierzętami zaczęły być bojkotowane. Nie zawsze skutecznie, jasne, ale i tak jest lepiej pod tym względem niż jeszcze dziesięć lat temu.

Innym problemem, który ma jednak inny kontekst ideowy i polityczny, to polowania na ptaki. Przyrodnicy, duża część opinii publicznej – i niektórzy myśliwi – podnoszą głośno, że nie ma żadnego ekonomicznego, przyrodniczego sensu utrzymywania polowań na ptaki, wiele osób udowadnia szkodliwość tych polowań (min. niecelne strzały raniące ptaki, które potem umierają w męczarniach, użycie ołowianej amunicji szkodzącej ekosystemom jeziornym, odstrzały gatunków zagrożonych, kiepski stan wiedzy myśliwych mających kłopoty z rozpoznawaniem poszczególnych gatunków), ale silne międzypartyjne lobby myśliwych ten szkodliwy proceder utrzymuje. I skutecznie, jeszcze, odwołując się do „tradycji łowów”, próby jakichkolwiek zmian blokuje. Mam tylko nadzieję, że zdenerwowanie prezesa Jarosława Kaczyńskiego na działanie lobby futerkowego „pójdzie” dalej i dobierze się do skóry także myśliwym.

Każda zmiana jest efektem zwiększonej świadomości ekologicznej przeciętnych obywateli, którzy nie wchodząc w szczegóły, „na czuja” wiedzą co jest dobra, a co złe. Skoro udaje się z cyrkami, uda się z „papugarniami”, a następnie z polowaniami na ptaki… A przy okazji nauczymy ludzi dobrze dokarmiać…



 

Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości