Zaplanowana na dziś parada żaglowców w Gdańsku ze względu na aurę została odwołana, co pozwoliło pochylić się nad sensem powołania właśnie ustawy metropolitalnej. Poza kolejnymi stołkami po wyborach 2027 dla wyautowanych z Wiejskiej kolesiami nic nie wskazuje, żeby Gdańsk, Sopot i Gdynia czekała jakaś symbioza. Gra pod siebie trzech pań prezydent nie jest niczym nowym, bo jeszcze charakterystycznym za krwawej komuny. Teraz upadła parada, czyli święto morza kiedyś z nazwy miała ruszyć spod latarni w Nowym Porcie i szlakiem równolegle do plaż Brzeźna oraz Jelitkowa tam się zakończyć. Czyli dokładnie tam, gdzie żaglowce i jachty dopiero mogłyby zadać szyku mijając sopockie molo, legendarny clif Orłowa z kolejnym molem z przyjemną nawrotką wokół portu w Gdyni wzdłuż bulwaru, skweru Kościuszki, kępy Oksywskiej z bazy wojennej Marynarki panoramą. Ulubienicę premiera, znaczy prezydent Dulkiewicz, musi boleśnie uwierać wpisanie modernistycznej Gdyni na listę UNESCO i obchody 100lecia miasta w ten weekend. Tak jak niejakiej Jachim- gospodyni perły Bałtyku nadmiar turystów w Gdańsku kosztem sinic wód w Sopocie. Wczoraj w południe tutejsza plaża świeciła ażurowo.Cieszy, że wietrzyk napędzał pasjonatów sportów wodnych w tej niekwestionowanej stolicy żagli i wakacyjnej rozpusty.Solidarnie natomiast trójmiejska prezydencja hoduje w sezonie letnim komunikacyjne korki kompletnie niezsynchronizowaną głównie z logiką filozofią realizowanych robót drogowych. Też SAIL, ale asfaltowe. Stojąc w korkach z eksrpesówki warszawskiej na moście wantowym albo tunelu Martwej Wisły jest szansa odbić na Westerplatte i doczekać przejezdności w duchu patriotycznym.
Mając serce i oczy w kierunku stolicy miażdży pamięć o rocznicy powstania skandal z projektem jego 82ich obchodów. Zakompleksiałej części Polaków przeszkadzała w udziale niejaka Laskowska Monika, bo swoimi nieskrywanymi kształtami zaburzyła należną powagę. Strona rządowa z minister kultury patronat odcięła ulegając fali krytyki w mediach społecznościowych. Resort ma niewytłumaczalnie złotą rękę do namaszczania ludzi i pomysłów ze świata LGBT i klatek do walk w kisielu. Projekt polskiej marki za 7 melonów, operat koleżanek za 200 klocka z globusem Katowic pod Gdańskiem, a teraz akcja pozarządowych organizacji za podatników pieniądze wspominek bohaterszczyzny nigdy nikomu by nie potrzebnej, poza kilkoma politykierami w mundurach. To dobra nauka na dzisiejszą rzeczywistość i może takie spojrzenie na historie w wykonaniu influoLaskowskiej zostało u korzeni zdeptane. Każdy kto widział i słyszał ją w mediach goniących za tym tematem mógł jak ja ze zdziwieniem konstatować, że ta nieohydna kobieta mówi z sensem i utożsamia się jednoznacznie uczuciami z powstańcami. Nieautentyczność została w kolejnej pustej debacie polskich decydentów pod tytułem LexSzarlatan. Propagandowe szaleństwo, które i w tej sprawie uprawia obóz rządzący w swoich mediach odbija się jak dla mnie wystarczy, że jednym nazwiskiem. Doradca prezydenta RP, kolejnego, profesor Piotr Czauderna. Niekwestionowany autorytet medyczny, chirurg, gdańszczanin, który 30 lat temu jako rezydent w Akademii Medycznej uratował mi syna. Schodził z nocnego dyżuru na pediatrii, gdy usłyszał, że w sąsiedniej klinice dziecięcej umiera mały pacjent. Dosłownie w majtkach wskoczył do karetki i na sygnale pomknął wprost na blok operacyjny, gdzie podał rękę życiu kilkulatka. Nie mam więc dziś wątpliwości, że jeśli Czauderna kwestionuje zapisy po raz kolejny nieudanego projektu ustawy o pseudomedykach, to w przeciwieństwie do lobbingu Tuska zachowuje obiektywny umiar. Istotą jednak tego zamieszania jest oczywisty fakt, że rynek zabobonnych uzdrowicieli rośnie wprost proporcjonalnie do rażąco ograniczanego dostępu do leczenia NFZ . Realia wbrew rysowanym wizjom rządu idą w lata oczekiwania w kolejce, w której elity nigdy nie czekały i nie czekać będą. Szpital Południowy ma usankcjonowaną kopię w całej Polsce, może poza uniwersyteckimi ośrodkami. Znam jako medyk z zawodu realia tegoż szkolnictwa i najpierw tu dokonać trzeba reformę ucinając rozdawnictwo uprawnień i komercyjną pseudoedukację. Niemniej jeszcze w czasach upadających generałów słyszałem o wizytach zdesperowanych z chorobami W u znachorów, którzy twierdzili, że najskuteczniejsze w walce kiłą oraz rzeżączką jest moczenie kończyny w nafcie. Przenosząc na grunt polityki i podatków, w których premier grzebie przed wyborami jak w rozporku podejrzewać granicząc z pewnością możemy, że kuracja z naftą nie będzie tańsza, bo na stacjach paliw po sierpniu podwyżki nam grożą.


Komentarze
Pokaż komentarze