Po półfinale turnieju ograna kontuzją Iga Świątek wyjaśniła, dlaczego dociągnęła mimo bólu walkę do końca. Chciała, żeby wynik sukcesu przyjaciółki był pełny.Wygrana słabością przeciwnika zawsze ten smak i uśmiech odbiera, najbardziej pesymistom i znawcom sportowego pokera.
Chciałoby się powiedzieć, że relacje, zachowanie i słowa naszych tenisistek są takie niepolskie. Ale może być jednak tak, że obydwie pokazały autentyczność znad Wisły, symboliczną prawdę o naszym narodowym charakterze. Jeśli nie jest gaszony nieskrępowaną patologią rządzących elit. Dostąpienie wątpliwego zaszczytu wejścia w krąg złodziei, sprzedawczyków, donosicieli, zboczeńców i morderców przyzwoitości jest pragnieniem genetycznie ułomnych tych Polaków, którzy wiekami zapisali się w świecie laurką nacji wartej tylko pogardy. Największym wrogiem Polaków nie jest Rusek, Niemiec czy nawet Ukrainiec, a drugi Polak. Ktoś to od czasów Mieszka nakręcał i ktoś doił kraj z nazwy mlekiem i miodem płynący. Geografia pokazuje, skąd płynie najszerszym strumieniem od setek lat świętopietrze i czyjaż to moc stoi za naszym wyglądem i zachowaniem.
Chwalińska i jej klub z BielskaBiałej to prywatny wytwór poświęcenia grupy fascynatów nieuległych standardom fasady 10u przykazań, bo łamanie zasad w uprawianiu władzy w imię wyższych celów jest naczelną formułą dla państwa wyznaniowego, jakim jest Polska. Podatnik utrzymuje armię kapłanów obcego państwa, które operując filozofią przemocy, fałszu i dogmatu nie oddaje, a wręcz zagarnia coraz więcej. Jeśli komuś się coś daje, to innemu zabiera. Tak to działa globalnie i kuriozalnie dla wielu ta porównywarka odnosi się również do sukcesów Chwalińskiej, Świątek i równie mozolnej pracy wielu innych naszych tenisistek. Tylko prywatne pieniądze, wiara najbliższych i realizacja marzeń prowadzą te anioły z rakietą w przestrzeń błękitu, który cały świat dzisiaj podziwia. Iga chciała, żeby Maja w tym przegranym półfinale sobie solidnie z mistrzynią poćwiczyła. Nawet najgorszy start jest lepszy od najlepszego treningu, mówi stare sportowe przysłowie.
Chwalińska inwestuje od pierwszych zarabianych rakietą pieniędzy w swój klub i zawodową przyszłość. Jakaż ogromna różnica z piłkarzem Lewandowskim, który uciułane nogami pieniądze rozwala na duperele ze swoją żałosną, a światową żoną. Ich kasa i ich kłopot. Ale dlaczego taki styl i żenada pompuje się jako obraz zachwytu. Ludzie mają dość faceta, który rypie gole na obcych boiskach, a kadrę narodową dołuje jako grabarz polskiej piłki nożnej.
Inne nazwisko kiedyś w blasku swej pracy, Otylia Jędrzejczak. Ta wypadkowa politycznych podchodów sprzedała się Tuskowi, pamiętam jej kandydaturę do euro parlamentu. To złożyć zdania nie potrafiło bez wody z chlorem w pobliżu. Dziś Polski Związek Pływacki jest równie ażurowy jak PKOL czy pralnia pieniędzy Bońka i Kuleszy. Polski Związek Narciarski skupił się od pół wieku na skoczkach. Innych dyscyplin w śniegu już nie ma, a nawet tras zjazdowych poza jedną w Szczyrku. Tam działa, bo przejęli Słowacy. W Polsce potrzebują miliardów, żeby postawić orczyk dla dzieci bez kibli. Reszta idzie w szmal dla finansowanych przez państwo partii politycznych i ich satelit z niezakłócaną patologią.
Gdybyż codzienność w naszym kraju otwierały takie kolory naszych tenisowych aniołów wszystko byłoby prostsze. Czy polska szkoła kobiecego tenisa utrzyma swoje korzenie w ojczyżnie, czy kolejna wiedzą, nadzieja, praca i chęci wyjadą na obczyznę? Jak miliony szukających normalności Polaków.




Komentarze
Pokaż komentarze (1)