...nadęty bucu, krętaczu i narcyzie.
Zdaje sie, że jako nielicznej z koalicji "antyfaszystów" Pani Blidzie pozostały znajome poczucie wstydu i przyzwoitości. Nie chciała się okryć słuszną hańbą. Nie chciała liczyć na wywiad z Moniką Olejnik. Nie chciała liczyć na mądre sądy o zemście z ust Geremka czy Mazowieckiego. Nie chciała liczyć na żarliwe artykuły w GW lub Polityce. Nie chciała liczyć na Kubę Wojewódzkiego i Szymona Majewskiego. Nie chciała liczyć na Miecugowa z Sianeckim. Nie chciała wybielonego wizerunku.
Poczuła piekący wstyd. Przypomniała sobie o poczuciu przyzwoitości. Chwała jej za to.
Takie rozumienie przyzwoitości pośród opozycji to naprawdę rzadkość. Taki przewodniczący Olejniczak z kolegami, na przykład, cokolwiek dziwacznie je rozumieją. Powiedziałbym mafijnie. Dzień po "objawieniach Oleksowych" zwołał ze swoim aktywem konferencję prasową, na której pierwotnie planował wręczenie Oleksemu japońskiego miecza ( zapewne chciał zaproponować Józefowi otwarcie brzucha) . Polityczny przyjaciel Aleksander, z kolei, mówił coś o sznurze. Przegrany w wojnie wezyr otrzymywał od sułtana jedwabny sznur w tym samym celu co samuraj krótki miecz.
Ilu spośród czołówki SLD pozostało by wśród żywych, gdyby rozumieli poczucie przyzwoitości jak Blida.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)