Cziasy. To był rarytas nie lada. Mój dziadek, który miał okoliczność być na terenach zajmowanych przez bratnią armię czerwoną w 1939 roku, posiadanie zegarka omal nie przypłacił życiem. Krasnoarmiejcy pożądali cziasów jak Renata Beger owsa. Nic nie mogło powstrzymać głodnych prestiżu Rusów.
W dniu oficjalnego wyzwolenia Gdańska przez Armię czerwoną zorganizowano uroczystość na cześć wyzwolicieli. Kwiatami witały 14 - letnie dziewczynki z zegarkami na rękach. Gdańsk był dosyć zamożny, zegarek nie był wielkim aj wajem. Czerwonoarmiejcy zaprosili witające dziewczynki do swoich kwater. Dziewczynki wróciły do rodziców z zakrwawionymi nogami, siniakami na twarzach i... bez zegarków. Cziasy to był rarytas. A jaki prestiż było mieć na rękach po kilka sztuk.
Znany kolekcjoner zegarków nosił od czasu do czasu złotego Francka Mullera. Zapytany przez dziennikarzy skąd ma taki fajne cziasy nie chciał udzielić żadnej sensownej odpowiedzi. Nie chciał też zatańczyć ani zaśpiewać.
Kto by pomyślał, że natura sovieticusa to taka trwała rzecz.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)