". . . Nadejdzie dzień, kiedy Związek Radziecki zostanie wciągnięty do konfliktu. Nie ulega dla nas najmniejszej wątpliwości, że Armia Czerwona przyczyni się w sposób decydujący do oswobodzenia świata. . . " napisał pewien komunista. Taka Kula zaś, przed snem czytać ma we zwyczaju, względem upodobania do historycznej literatury, a także samo i robienia użytku ze swego wnikliwego umysłu, zgłębiając ludzkiej natury dziwactwa, co każdą panią, w znaku Bliźniąt urodzoną charakteryzuje. Jak jednak się przekonać na własnej skórze mogłam, nie tylko kulinarnie nadmierna konsumpcja wyborczej kiełbasy do koszmarów sennych doprowadzić może, ale także i w łóżku konsumowana strawa duchowa.
Tak się bowiem złożyło, że jakowyś brodaty facet, zaczął mnie we śnie prześladować. Wsadzał on paskudne swe oblicze między drzwi, a ja jego tymi drzwiami po łbie trzaskałam, w tak zwanej Mentalnej Perswazji ramach. Walka na śmierć i życie, co noc się w ten deseń odstawiała, gdyż on w jakowymś nieśmiertelnym duchu upierdliwości męskiej, powstawał był nieustannie i wzrok dziki we mnie wlepiając, szeptał o wciąż żywych ideałach. Jak jednak wiadomo z literatury, idealne są jedynie kule, w kształtach swoich i tak mnie to gadanie w nerwowość wielką wpakowało, że za narzędziem zbrodni rozglądać się zaczęłam, w myśl prostej zasady, że jak ja nie jego, tak on mnie do idealnej wieczności przenieść się pomoże, żywota pozbawiwszy. W ten deseń do sklepu z bronią ja się udałam, aby przy pomocy dwururki jego załatwić, naszą wzajemną mękę skracając.
Tak się jednakowoż, niekorzystnie złożyło, że i sąsiadów moich dojczlandzkich, nie wiadomo czy na skutek literatury, czy nadmiernego korzystania z Kobaltowych Okienek, także samo koszmary męczyły, krucyfiksy bowiem przed sobą dzierżąc, pielgrzymki zbrojeniowe oni uskutecznili, pustkami w składach z bronią skutkujące. W tak zwanym bauhauzie zatem, poręczną siekierkę nabyłam, postanawiając z nią do łóżka się położyć i przy jej pomocy rewolucji krwawej dokonać. Tak, w nockę ciemną, gdy drzwi skrzypnęły upiornie, zamach wzięłam i w łeb koszmarny puknęłam z rozmachem, a tu wrzask się podniósł, że rękę ja podniosłam zbrodniczą, na wciąż żywe i nieśmiertelne Duchy Proletariatu.
Tak to, na jaw wyszło, że w sen mój spokojny, znów się zakradła Zgubna Poezja i Egzorcyzmy powtórzyć trzeba, aby Duchy Przeszłości przegnać. Koszmarny Ludwik Z Krwawej Stuzłotówki, już mnie bowiem swego czasu, woskowym swym obliczem i płonącymi oczami straszył, na skutek literackiej traumy z dzieciństwa.
Jak wiadomo zaś, kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. W ten deseń, położyłam ja sobie na noc sto złotych pod poduszkę i gdy tylko Duch Proletariatu ukazał swe oblicze, stuzłotówką w pysk mu dałam i z mocą wrzasnęłam:
"Odejdź precz, ty Komunistyczna Dewaluacjo!"
Na to on, szyderczo się śmiejąc, w te słowa się odezwał:
"Duch mój, wiecznie żywy, świeci w mieście dzieciństwa twego, zakamuflowanym obliczem! Na numerach domów, przy placu imienia mojego! Zadbał o to "Komunalnik", mieszkaniowa spółdzielnia!


Komentarze
Pokaż komentarze (74)