Nie ma znaczenia czy dziennikarz był kapusiem SB czy nie. Ważne jak później żył i co pisał."Teksty bronią się same lub nie" pisze w swoim blogu Pani Ewa Milewicz.
"Moja przeszłość jest moja" zastrzega dziennikarka GW. To szczere wyznanie wywarło tak wielkie wrażenie na Jacku Żakowskim, Monice Olejnik i wiadomej grupie "wiodących" dziennikarzy, że postanowili bojkotować lustrację.
W sierpniu 2006 roku na tym samym blogu Pani Ewa zachowała się zupełnie inaczej pisząć w artykule pod tytułem " Rów, w którym płynie mętna woda..." o Zbigniewie Herbercie: "Na tym polega mój problem z Herbertem. Pisał jak Sienkiewicz-ku pokrzepieniu serc.Jego wiersze były w PRL jak plakaty. Ale rozmawiał z SB".No cóż-kobieta zmienną jest.
Wybrano dwa scenariusze uniknięcia demaskacji.
Pierwszy to akcja nieposłuszeństwa z pobudek "moralnych" czyli metoda "Na Milewicz".
Drugi to metoda "na Waltera i Wejcherta". Obaj Panowie ustąpili z rady nadzorczej TVN w przdzień wejścia w życie ustawy przewidujacej lustrację członków rad nadzorczych mediów. To mało znaczące wydarzenie nie wzbudziło i słusznie zainteresowania takich dociekliwych i obiektywnych dziennikarzy TVN-u jak Justyna Pochanke, Sekielskiego i Morozowskiego, Miecugowa itd.
Nic nie wiadomo jak zachowa się Zygmunt kilku nazwisk i paszportów Solorz czyli TW Zegarek. Będzie chyba jeszcze jakiś trzeci sposób. Może "na Piwowskiego'?


Komentarze
Pokaż komentarze (13)