Nie jestem fanem Romana Giertycha. Ani mi on brat ani swat. Trafia mnie jednak coś kiedy słyszę od dłuższego czasu, że ochrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci to jest jego cyniczna gra. Od rana do wieczora ta mądrość wypływa z ust profesorów, socjologów, "wybitnych" dziennikarzy i w końcu polityków. Inaczej jest oczywiście w przypadku Marka Jurka. Ten polityk to autentyczny zwolennik ochrony nienarodzonych. Jego walka o zmianę konstytucji jest szczera i uczciwa.
Otóż wystarczy trochę poszperać w zakamarkach pamięci, żeby przypomniec sobie, że ten cynik Giertych juz jako szesnastoletni chłopak wystawał pod sejmem manifestując te same co dzisiaj poglądy. Wystarczy poczytać to co zdarzyło mu się w życiu opublikować czy powiedzieć na przestrzeni niemal 20 ostatnich lat. Wykreowany przez media na pierwszego prymitywa RP absolwent prawa i historii, polityk płynnie posługujący się językami obcymi jest obiektem niesłychanej nagonki.
Ile radości i zabawy miała gawiedź i przodujące media obserwując manifestujących uczniów w towarzystwie kwiatu nauczycielstwa z ZNP z transparentami "Giertych do wora i do jeziora" (to takie humorystyczne nawiazanie do smierci ks. Jerzego Popiełuszki).
Jeszcze raz podkreślam, że Roman Giertych nie jest moim ulubionym politykiem, ale na Boga może przydałaby się odrobina przyzwoitości i opamietania?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)