Czarne chmury zbierają się nad Aleksandrem Kwaśniewskim.
Gdzie te czasy kiedy ci sami dziennikarze, którzy dzisiaj z chirurgiczną precyzją tropią każdą „wpadkę” Kaczyńskich nie byli w stanie zauważyć pijanego jak furman ex-prezydenta.
Dzisiejsza rzeczywistość pozwala już mówić o grzechach, grzeszkach czy podejrzeniach o przekręty finansowe byłego ulubieńca.
Ta zmiana sytuacji powoduje, że z dużą łatwością wrogowie Kwaśniewskiego wytykają mu co się tylko da. Sam się zresztą na tym łapię. A przecież biorąc przykład z redaktora Wrońskiego i jego kolegów należy się przecież skoncentrować na manierach Jarosława Kaczyńskiego, jego często niedbałej fryzurze, pamiętnym sweterku czy też sposobie całowania pań w dłonie. Należy wyśmiewać wystające zbytnio mankiety jego brata, źle zawiązany krawat czy też reklamówkę pierwszej damy. Czepianie się zaś zegarków Olka czy jego alkoholowych wyskoków jest krytyką niską i nikczemną. I chyba Wroński i spółka mają w sumie dużo racji.
Wygląda na to, że my krytycy jesteśmy zniesmaczeni dziesięcioletnią prezydenturą komunistycznego aparatczyka jak gdyby był wielkim mężem stanu, który zawiódł nasze nadzieje.
Przecież od początku było wiadomo, że Kwaśniewski żadnym wielkim mężem stanu nie jest więc może należałoby dać mu święty spokój?
W wielu sprawach potrafimy być bardziej rozsądni i racjonalni w ocenach.
Nikt o zdrowych zmysłach nie oczekuje np. od Tomisława Tajnera, aby skakał tak jak Adam Małysz. Nikt nie wymaga od drużyny Hetmana Zamość, aby awansowała do Ligi Mistrzów. Wiemy, że Przemysław Saleta wychodząc na ring z jakimś przyzwoitym bokserem zawsze zaliczy deski. Nikt poważny nie pójdzie na wystawę psów rasowych ze swoim ukochanym kundlem.
Dlatego powinniśmy szukać w tym wszystkim jednak pozytywów i pewnych sukcesów.
Kiedy tak ubolewam nad czepianiem się o byle co naszego ex-prezydenta przypomina mi się jako przykład jedna z opozycyjnych na niego nagonek.
Nie szczędzono krytyki byłej głowie naszego państwa kiedy to udał się do Moskwy na obchody 60-lecia zakończenia drugiej wojny światowej. Cała opozycja, a nawet niektórzy lewicowi politycy krytykowali chęć wyjazdu, a następnie już sam pobyt Aleksandra Kwaśniewskiego w Moskwie.
Dominował ton klęski i upokorzenia. Moim zdaniem ta cała wrzawa nie miała sensu i podstaw. W obronie osaczanego wystąpiła jak zwykle niezawodna GW.
I co z tego, że nie wymieniono Polski jako czwartej czy jak twierdzą niektórzy historycy trzeciej siły koalicji antyhitlerowskiej, a zauważono wkład włoskich antyfaszystów?
Po co czepiać się takich szczegółów ? Były przecież i pozytywne momenty tej tak krytykowanej wizyty.
Na Cmentarzu Dońskim gdzie znajdują się symboliczne groby skazanych w Procesie Szesnastu i osadzonych w więzieniu na Butrykach - Leopolda Okulickiego i Stanisława Jasiukowicza pojawił się nasz prezydent zupełnie trzeźwy. A przecież różnie to dawniej bywało.
Siedząc na trybunie honorowej w trzecim rzędzie podczas defilady nasza głowa Państwa była bardzo aktywna. Wymachiwał Pan Prezydent dłonią w kierunku przejeżdżających weteranów, kręcił się, uśmiechał i do tego stopnia był energiczny, że momentami uważni widzowie całego świata mogli dojrzeć raz połowę, a momentami nawet trzy czwarte głowy naszego przywódcy. Czyż to nie jest mały, ale jednak sukces. Mogło być przecież gorzej. Gdyby usadowiono Pana Prezydenta dajmy na to w szóstym rzędzie to świat w ogóle by go nie zauważył.
We wszelkich podsumowaniach prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego należy unikać totalnej i możliwej już dzisiaj krytyki.
Nie należy też zapominać, że to w ciągu tych lat byliśmy świadkami eksplozji talentu Małysza. Robert Korzeniowski czy Otylia Jędrzejczak zdobywali hurtowo medale olimpijskie. Nie było wielkich kataklizmów. Słońce, co rano wschodziło na wschodzie i zachodziło na zachodzie. Nie było epidemii dżumy czy cholery.
Ktoś złośliwy może zapytać - a jaka w tym zasługa Pana Prezydenta?
Umiejmy odpowiedzieć takim wiecznym malkontentom.
Nikt przecież nie może zaprzeczyć, że te wszystkie sukcesy zdarzyły się właśnie przez te dziesięć lat, Gazeta Wyborcza może to potwierdzić.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)