Archeolog podobnie jak strażak to zawód o którym marzył niejeden z nas w swoim dzieciństwie. Dzisiaj wydaje się, że bycie strażakiem stwarza więcej okazji na przeżycie wielkiej przygody bo szanse na spektakularne archeologiczne odkrycia są o wiele mniejsze niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu.
Przekopano, przesiano przez sita i prześwietlono różnymi promieniami już prawie wszystko
.
Wbrew pozorom sporo nowego jednak możemy się jeszcze dowiedzieć przyglądając się temu co dawno już zostało poznane, odkryte i wielokrotnie opisane.
Mam tu na myśli widniejące na murach znanych zabytków różnego rodzaju rysunki i obraźliwe hasła wykonane przez im współczesnych niekoniecznie dla ich ozdoby.
Takie graffiti znaleźć można na monumentalnych blokach piramid w rzymskich amfiteatrach czy na ozdobnych kolumnach.
Jak wiemy nie było wówczas farb w sprayu. Trzeba było dużo odwagi i samozaparcia, aby ryć w twardym kamieniu obraźliwe epitety wobec elit i władzy.
Okazuje się, że dzisiejsze napisy na murach to nie jest wymysł naszych czasów, lecz znany od wieków sposób odreagowania na różnego rodzaju zakazy i krępowanie swobodnej krytyki.
To, o czym nie wolno było mówić głośno bez narażania się na konsekwencje wyrażano tak jak dzisiaj w lapidarnych, często dość chamskich i obraźliwych formach na ścianach piramid czy murach amfiteatrów. Ryzyko wpadki nie pozwalało na pisanie felietonów, lecz siłą rzeczy ograniczano się do krótkich dosadnych określeń bądź prostych, często wulgarnych rysunków.
Tak to już jest, że to, o czym wolno mówić swobodnie, bez żadnego ryzyka i skrępowania rzadko przenosi się na taką twórczość. Różnego rodzaju zakazy czy poprawność polityczna lub obyczajowa powoduje rozkwit tej potępianej ogólnie działalności.
Każdego roku kiedy zbliża się wiosna, następują zwykle tradycyjne wiosenne porządki. Łódzkie szkoły w tym właśnie czasie konsekwentnie przystępują do wielkiej medialnej akcji zmazywania z miejskich murów antysemickich napisów.
Skoro nikt w Polsce nie podpala synagog ani nie prześladuje mniejszości żydowskiej to trzeba ciągle w jakiś sposób przypominać światu o polskim antysemityzmie.
Co by począł Paweł Śpiewak czy Ireneusz Krzemiński gdyby świat, choć na chwilę zapomniał o tej naszej wyssanej z mlekiem matek przypadłości?
Dziwne, że specjaliści od socjologii jakoś nie zastanawiają się skąd w Polsce to odreagowywanie widoczne w pisarstwie na murach skoro mamy wolność słowa?
A może z tą wolnością jest nie tak jak być powinno?
W 2005 roku przed dniem kultury żydowskiej jak podawały media zdemaskowano aż dziesięć antysemickich napisów.
W roku 2006 trzeba było sprężyć się podwójnie, gdyż mijała 60-ta rocznica pogromu kieleckiego, a dni judaizmu były również organizowane w tym mieście.
Pogrom kielecki to dość dokładnie opisana przez historyków prowokacja polskich komunistycznych służb specjalnych z UB na czele.
Z uwagi jednak na okrągłą rocznicę cały naród polski miał kolejną okazję by się publicznie przed światem pokajać.
W 2005 roku ukazała się nakładem wydawnictwa IPN praca naukowa pod redakcją dr Krzysztofa Szwagrzyka zatytułowana „Aparat bezpieczeństwa w Polsce. Kadra kierownicza 1944-56”.
Dwudziestu naukowców z IPN uczestniczyło w tym opracowaniu. Okazuje się, że w kierownictwie ówczesnej bezpieki, sądownictwie i służbie więziennej Polacy nie stanowili nawet połowy kadr, a 37,1% stanowisk, w tym te najwyższe piastowali żydzi, głównie absolwenci kursów NKWD w Gorkim w latach 40-tych, dawni przedwojenni działacze KPP i agenci bolszewiccy w II Rzeczpospolitej. Przygotowywani byli do tego zadania już od 1940 roku.
W powojennej Polsce gdzie mniejszość żydowska stanowiła niecały 1% ludności taka ilość przedstawicieli tego narodu w aparacie represji może budzić słuszne przerażenie.
W 1947 roku pod datą 17 czerwca Maria Dąbrowska napisała w swoim dzienniku:
"UB, sądownictwo są całkowicie w ręku Żydów. W ciągu tych przeszło dwu lat ani jeden Żyd nie miał procesu politycznego. Żydzi osądzają i na kaźń wydają Polaków". ( w I wydaniu Dzienników z 1988r. to zdanie jak i wiele innych zostało usunięte)
Jest jakoś tak przyjęte, że o narodzie wybranym można mówić tylko dobrze, albo wcale. Takie informacje jak te podane w wydawnictwie IPN-u nie interesują największych mediów i wysoko-nakładowej prasy. Informacja o tym opracowaniu nie przebiła się jakoś szerzej do opinii publicznej.
Zwalczane przez GW wraz z jej satelitami Radio Maryja jakoś nie boi się prawdy historycznej i z tego to powodu przylepiono tej rozgłośni etykietę „antysemickiej”.
Prawda tam przedstawiana mówiąca, że wśród żydów byli też źli i nikczemni ludzie to przecież antysemityzm w czystej formie.
Co z tego, iż wiele razy w tej rozgłośni słychać było słowa uznania na temat takich wybitnych Polaków pochodzenia żydowskiego jak Marian Hemar (Jan Marian Herscheles)?
Mówiono o lekarzu Ludwiku Hirszfeldzie, słynnych historykach; Szymonie Askenazym i Wilhelmie Feldmanie. Niejednokrotnie wiele dobrego można było usłyszeć o Dorze Kacnelson, Bernardzie Mondzie-generale dowodzącym 205 pp w bitwie warszawskiej 1920 roku.
Niestety to Radio Maryja i Nasz Dziennik przypominał również o wymordowaniu przez żydowskich partyzantów mieszkańców polskich wsi Naliboki i Koniuchy.
Pech tej rozgłośni polega na tym, że potrafi z imienia i nazwiska wymienić takich zbrodniarzy jak Morel, Wolińska, Stefan Michnik, i wielu innych przedstawicieli narodu wybranego, którzy działali na szkodę polski.
Co najgorsze dla nas wszystkich to właśnie synowie i wnukowie Szechterów, Smolarów, Gebertów, Bermanów, Szlajferów, Wilkierów, Sznepfów są utożsamiani w Polsce z mniejszością żydowską dzięki ich krzykliwej i niejednokrotnie histerycznej wszechobecności na salonach III RP.
Przemilczanie faktów historycznych, atakowanie i niszczenie tych, którzy te informacje upubliczniają jest niczym innym jak obroną życiorysów swoich bliższych i dalszych przodków wbrew historycznej prawdzie.
Jednocześnie te środowisko wyspecjalizowało się w podważaniu polskiego patriotyzmu. Szkalowanie żołnierzy AK w tym powstańców warszawskich, negowanie dorobku II RP, usprawiedliwianie komunistycznych zbrodniarzy to tylko część zła czynionego przez tą pseudo-elitę.
Prawda jest taka, że ta wąska wpływowa i uprzywilejowana grupa stanowi ogromną mniejszość w porównaniu z pozostałą częścią obywateli polskich żydowskiego pochodzenia żyjących wśród nas.
Ataki na mówiących prawdę i wymachiwanie pałką antysemityzmu to znana, wypróbowana i ciągle skuteczna metoda.
Prawda o stosunkach polsko-żydowskich powinna zastąpić kłamstwa, manipulacje faktami czy w najlepszym wypadku milczenie.
Żyd z pochodzenia, Antoni Słonimski, w „Wiadomościach literackich” (nr 35 z 31 sierpnia 1924 r.) napisał:
"Oprócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew, fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić".
Dzisiaj póki co trwa niestety nadal pisanie po ścianie.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)