Kulturalny jegomość zawsze umie zachować się jak dżentelmen.
Kulturalny starszy Pan wie, że plucie na własnym podwórku może być źle odebrane przez autochtonów. Właściwie plucie samo w sobie jest czymś tak ohydnym, że spycha czyniącego to delikwenta na margines. Najprościej byłoby zaniechać tego wstydliwego atawizmu.
Tylko co zrobić jeżeli ktoś uważany powszechnie przez „elyty” za niemal Boga czy choćby proroka pluć musi?
Powstaje problem.
Dajmy na to taki profesor Geremek.
Od lat przekonywano nas, że każde wypowiadane przez tego mędrca słowo należy jak najszybciej pochwycić, zawinąć w bisior i zdeponować w jakiejś drogocennej szkatule. Kto chciałby czerpać z tych mądrości musiałby klęknąć nad tym puzdrem z bezcenną zawartością i połykać bezkrytycznie i z uwielbieniem jego zawartość.
Profesor Geremek przez lata tak przywykł do swojej wielkości i nieomylności, że z namaszczeniem i charakterystycznym patosem potrafi wypowiadać zwykłe bzdury i oczywiste dyrdymały.
Dzisiaj coraz bardziej staje się widoczna inna specjalność proroka Geremka. Ten specjalista od dyplomacji ociekającej wazeliną z ustami pełnymi śliny i piany przemierza Europę w poszukiwaniu spluwaczek do których mógłby się wypróżnić. Najwięcej tego typu urządzeń znajduje w swojej ukochanej Francji. Tam nasz mędrzec ma niezłe rozeznanie i pluć może do woli na..... ponoć własną ojczyznę.
Francję profesor Geremek zna jak własną kieszeń. To tam jeszcze jako komunista poczynił wiele cennych znajomości.
Tylko postępowa Europa potrafi pochylić się nad ślinotokiem, który dopadł naszego „wielkiego mistrza”.
Ledwo przekroczy granicę RP już różne Le mondy i unijne parlamenty podsuwają pod jego dostojne oblicze spluwaczki w trosce, aby bożyszcze nie cierpiało i mogło sobie ulżyć.
I tak trwa ta doskonała symbioza. Drogi Bronisław jeździ i pluje, a zawartość zgodnie z intencją Europejczyków wraca na polskie podwórko jako głos troski zaniepokojonych przyjaciół i naszych dobroczyńców.
Ostatnie wypróżnienie Geremka miało miejsce dzisiaj w Paryżu właśnie dla Le Monde.
Nie warto tego czytać. Widać, że profesor wyraźnie cierpi.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)