Czarna rozpacz i zgryzota dopadła jewropejczyków. Co tu zrobić, żeby ten wraży PiS odsunąć od władzy. Może zrezygnować dla dobra demokracji z wyborów i w przyszłości przekazywać władzę tym, którzy wygrywają w sondażach? Bronisław Komorowski wszak twierdzi, że skoro sondaże mówią, iż Polacy są niezadowoleni to należy jak najszybciej wyjść naprzeciw ich oczekiwaniom. Zniecierpliwienie przeciwników PiS-u jakoś dziwnie współgra z niezadowoleniem naszego zachodniego sąsiada. I nie ma się tu czemu dziwić. Trwają rokowania na temat tarczy antyrakietowej, ważą się losy traktatu konstytucyjnego więc trzeba Polakom uzmysłowić, że takie ważkie decyzje nie mogą być podejmowane przez złych tubylców (czytaj PiS i zwolennicy). Najlepsze dla Polski jest oddania jej w pacht wypróbowanego sąsiada i naszego niestrudzonego adwokata.
Kiedyś jednak wszystko było prostsze. Nasz wyzwoliciel i były najlepszy przyjaciel potrafił sobie lepiej radzić z wszelkimi problemami. Majstersztykim było swego czasu wyselekcjonowanie 17 milionów dobrych Niemców i oddzielenie ich granicą od tych złych. Skoro powstało państwo dobrych Niemców, więc należało zrezygnować z mylnego nazewnictwa. Pojawili się wówczas hitlerowcy, naziści, faszyści i to oni zastąpili Niemców na pomnikach, grobach i w nazewnictwie obozów zagłady. Nad tym, aby dobrzy Niemcy nie stali się źli czuwał syn żydowskiego lekarza, i dramaturga Friedricha Wolfa, Markus.
Dla zapewnienia nam wszelkiej szczęśliwości Niemcy powinni skorzystać z wypróbowanych już wcześniej wzorców. Skoro dziś nie da się Polski podzielić na dwa państwa, czyli dobrych i złych Polaków to przynajmniej należy zadbać o to, aby władza jeszcze przed kluczowymi decyzjami została przekazany tym właściwym. Nad złymi przydałaby się opieka jakiegoś odpowiednika słynnego Markusa Wolfa, który dbałby, aby ci źli stawali się z każdym dniem lepsi. Instrumenty ku temu są wszelkie. Nasi wypróbowani przyjaciele dysponują prasą lokalną i ogólnopolską. Mają też do dyspozycji wielu byłych dziennikarzy, a dziś czołowych propagandystów, że wspomnę redaktorów Wołka, Żakowskiego, Paradowską czy niestrudzoną załogę GW.
Perspektywicznie myślał podczas ostatniej kampanii wyborczej i tuż przed nią Donald Tusk. Dzięki spotkaniu w Zielonej Górze z Eriką Steinbach i publicystką Helgą Hirsch wspierającą budowę centrum wypędzonych zaskarbił sobie sympatię największych mediów zarówno polskich jak i niemieckich. To, że zraził sobie ludność tubylczą nie ma większego znaczenia. To co jeszcze nie udało się w 2005 roku, musi powieść się teraz. Wpadka ostatnich wyborów to tylko wypadek przy pracy. Wyciągnięto już właściwe wnioski, wdrożono odpowiednie działania. Po prostu nie ma już czasu . Źli muszą odejść by powrócili ci dobrzy i rokujący na przyszłość.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)