Kiedy piętnaście lat temu zaczęły wokół Warszawy płonąć lasy podpalane przez karne i fanatyczne bojówki „olszwików”, a nadwiślańskie jednostki wojskowe uzbrojone po zęby otrzymały od groźnego już z samego wyglądu dyktatora Olszewskiego rozkaz „silniki w ruch”, cała Polska i świat zamarły w bezruchu. Jak zwykle w takich wypadkach oczy całego zalęknionego narodu zwróciły się na bezkompromisowych dziennikarzy, takich jak Tomasz Lis, Monika Olejnik, Katarzyna Kolenda-Zaleska i dysponujący wówczas afro fryzurą młodziutki Andrzej Mrozowski, którzy z narażeniem życia upubliczniali krwawe plany zbrodniczego rządu. Następnie wzrok ludu padł na grupkę nieprzejednanych patriotów, od których determinacji i odwagi zależały dalsze losy Polski. Niemal jak 1920 roku opatrzność czuwała nad naszym krajem. Zjednoczeni troską o losy Rzeczpospolitej, tacy bohaterowie-nie bójmy się tego słowa-jak Bronisław Geremek, Donald Tusk, Aleksander Kwaśniewski, Jan Maria Rokita, Stefan Niesiołowski, Waldemar Pawlak, Tadeusz Mazowiecki i w końcu Lech Wałęsa z Mieczysławem Wachowskim, w desperackim heroicznym bohaterskim czynie oddalili groźbę wydawałoby się nieuchronnej katastrofy dla naszego narodu.
Kiedy dzisiaj w dużej mierze ci sami dziennikarze i politycy alarmują nas o tym, iż żyjemy w państwie totalitarnym i policyjnym. W państwie podsłuchów, inwigilacji i mordów politycznych. W państwie, które dostało się w łapy sadystów, zbrodniarzy i wszelkiej maści dewiantów, musimy z pokorą przyjąć, iż ci ludzie się nie mylą i ostrzegając nas czynią to w trosce o dobro wspólne, jakim jest nasza ojczyzna. W końcu oni nigdy nas nie zawiedli.
Kraj złodziei, obiboków, nieudaczników, szmalcowników i donosicieli jak mawia nieoceniony Jacek Pałasiński z TVN24 nie mógł wydać z siebie innego rządu. To było do przewidzenia. Ponosimy teraz koszty tego, że kierując się wszechobecną polska głupotą, w pewnym momencie odwróciliśmy się od Aleksandra Kwaśniewskiego, Leszka Millera, Bronisława Geremka, Adama Michnika, Donalda Tuska czy Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka.
Nie kierujmy się w przyszłości własnym rozumem czy intuicją, gdyż takowych jako naród pośledni nie mamy. Podążajmy za sprawdzonymi przewodnikami stada. Tylko to nam zapewni pomyślność. Nie obrażajmy się na tych, którzy zwą nas nieudacznikami i konfidentami. Robią to oni w trosce o nas samych i mają świętą rację. Potwierdzają to niestety fakty z naszej historii. Ze wstydem przecież musimy przyznać, że bohaterów narodowych własnoręcznie wpychaliśmy w szpony katów.
Oto trzy najhaniebniejsze denuncjacje w naszej historii.
Romuald Traugutt wydany przez Artura Goldmana
Emisariusz Szymon Konarski wydany przez właściciela winiarni Rosenthala
Gen. Rowecki „Grot” wydany przez agenta gestapo Kalksteina.
Więc spuśćmy wstydliwie oczy, bijmy się w pierś i czyńmy, co każą.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)