Opowieść pierwsza
W latach 80-tych często zaglądałem do Zakopanego łącząc przyjemne z pożytecznym. Mieszkał tam mój kolega-zasymilowany ceper. Jego rodzina już od wczesnych lat sześćdziesiątych ,jeżeli chodzi o ilość przeprowadzek żyła w iście amerykańskim stylu. Ojciec Krzyska z zasądzonej kary śmierci za wojowanie u boku „Zapory” Hieronima Dekutowskiego, zamienionej następnie na dożywocie odsiedział dziewięć lat. Miotał się po ziemiach odzyskanych pracując to tu to tam, aż do chwili kiedy nie wychodziła na jaw jego przeszłość. W końcu zrezygnował z pracy w sektorze państwowym i realizował liczne pomysły jako tak zwany prywaciarz. Szykanowany, niszczony domiarami trochę się jednak dorobił. Osiadł w końcu w Zakopanem gdzie przyjmował i karmił turystów w swoim domu pod skocznią. Jako wnukowi jego byłego towarzysza broni dawał mi okazję zarobienia paru groszy w tych ciężkich czasach. Jednym ze stałych gości wynajmujących w sezonie pokój w domu ojca mego przyjaciela był niejaki Rysiek K. z wybrzeża. Obwieszony złotem, taki typowy paker i cwaniaczek. Rysiek miał gest i stawiał nam czasami drogie trunki. Prostacki, chamski, a momentami wręcz wulgarny. Ojciec Krzyśka przestrzegał nas , aby nie mówić przy nim o wszystkim bo to jakiś podejrzany typ. „Skąd tyle forsy i paszport w łapach i to w takich czasach?”-dziwił się.
Po latach w znanym wielkim biznesmenie z trójmiasta rozpoznałem tamtego Ryśka obwieszonego złotymi łańcuchami.
Opowieść druga
W tych samych latach osiemdziesiątych siedziałem niemal codziennie w sekretariacie „Biura Maklerskiego” mającego siedzibę w biurowcu przedsiębiorstwa robót inżynieryjnych „WPRI” w Częstochowie przy ul. Jaskrowskiej. Nie byłem sam. Wśród wielu osób od których wyłudzono pieniądze panowała złość głównie do siebie samych. Już sama nazwa biura w czasach kiedy w Polsce nie było jeszcze ani jednego maklera powinna wzbudzać podejrzliwość-szkoda, że za późno. Przez te godziny wyczekiwania na szefa zaprzyjaźniam się z jego sekretarką. Dziewczyna wyznała, że zwalnia się zaraz jak tylko „biznesmen” wypłaci jej zaległe pobory. Jest w stresie. Ponoć biuro odwiedzają jakieś podejrzane typy. Szef przyjmując interesantów często odbywał fikcyjne rozmowy z kontrahentami zagranicznymi z głuchego telefonu, tak aby klient mógł podziwiać rozległe kontakty światowca.
Po wielu latach w świadku specjalnej komisji sejmowej do spraw PKN ORLEN, Arturze Folaronie, asystencie Marka Dochnala i byłym esbeku, rozpoznałem słynnego maklera z Częstochowy.
Przez lata patologicznej transformacji jesteśmy w sytuacji takiej jaką mogliśmy zaobserwować na wczorajszej konferencji w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. To co nasi biznesmeni robili niemal jawnie za wszystkich poprzednich rządów, tym razem próbują realizować w ukryciu. Ministrowie rządu Najjaśniejszej RP stoją jak petenci pod drzwiami różnych Janków, Ryśków, Henryków, Aleksandrów. Rządy przecież przemijają, a płatnicy trwają nieprzerwanie.
Dziennikarskie relacje i wnioski z wczorajszego wydarzenia, a szczególnie wypociny Stasińskiego i wynurzenia Lizuta, utwierdzają mnie mocno w przeświadczeniu, że najbardziej znane media i najpopularniejsi dziennikarze nie działają w imieniu prawdy i dla dobra ogółu lecz reprezentują tych samych Janków, Henryków, Ryśków i Aleksandrów.
PiS podjął walkę z wiatrakami. Bez olbrzymiego poparcia społecznego nigdy nie uda się ukręcić łba tej hydrze niszczącej Polskę.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)