Obserwując sytuację polityczną, jaka ukształtowała się po wyborach w 2005 roku przypomniał mi się stary dowcip.
Spotyka się dwóch przyjaciół, z których jeden ma niesamowicie opuchniętą twarz:
-, co się stało? – pyta jeden
- osa – słyszy odpowiedź
-ukąsiła?
- nie, nie zdążyła, uciekła, bo ojciec chciał ją zabić łopatą
Zwycięstwo PiS-u było dla elit wypadkiem przy pracy, taką osą na twarzy platformy, którą postanowiono szybko unicestwić. Przy takiej przewadze medialnej, dysponując rzeszą karnych dziennikarzy i tabunem niekwestionowanych autorytetów, zadanie wydawało się banalnie proste. Zaczęto, więc okładać łopatą niesforną osę nie zauważając, że oblicze Platformy Obywatelskiej puchnie niesamowicie deformując jej twarz w sposób karykaturalny.
Przedawkować można wszystko. Nawet najbardziej wyszukana potrawa w nadmiernej ilości spowoduje ból brzucha, niestrawność i torsje, a pozostawia po sobie tylko obrzydzenie i zmianę jadłospisu na długi czas.
Przerabialiśmy to już za PRL-u, kiedy to ogromna większość społeczeństwa uodporniła się na ciągłe, nachalne i bezczelne manipulacje władzy, czego symbolem były konferencje prasowe znienawidzonego Urbana. Wystarczyło sięgnąć do tego doświadczenia, przecież tak bliskiego dysponentom wielu dzisiejszym mediów. Czemu tego nie zrobiono?
Pycha, poczucie własnej siły i całkowite wyobcowanie od otaczającej rzeczywistości dokonały reszty. W szołmenów przedzierzgnęli się znani dziennikarze tacy jak: Lis, Żakowski, Sekielski, Mrozowski. Klaka, jaką gromadzili w studiach telewizyjnych do oklaskiwania samych siebie zastępować im zaczęła opinie publiczną. Każde tendencyjne pytanie, ośmieszenia zaproszonego gościa, cwaniacki uśmieszek wzbudzały aplauz i burze oklasków. Pycha, w jaką popadali doprowadziła do takiej degrengolady i samouwielbienia, że następnym etapem było przedrzeźnianie nielubianych dziennikarzy przy wtórze rozbawionych kolegów. Nawet Szymon Majewski, który tak właściwie prowadzi podobny szoł, dał się ponieść wierze w swoje wzorcowe poczucie humoru. Zdejmując z nosa okulary artyście parodiującemu Jarosława Kaczyńskiego, obwąchał je i stwierdził ku uciesze gawiedzi, że „Kaczyńskiemu strasznie śmierdzą oczy”.
Cieszy mnie niezmiernie, że Maciej Rybiński czy Rafał Ziemkiewicz nie przedrzeźniają Jacka Żakowskiego, który od dawien dawna podczas swoich wywodów chrząka, parska, coś przeżuwa i wciąga nosem ciągle tego samego niesfornego gila. Nie przeszkadza mu to jednak wraz z Lisem i Wołkiem parodiować charakterystyczny śmiech Joanny Lichockiej.
Gdyby tych wszystkich Panów i Panie wpuszczono do publicznego radia i telewizji PiS po najbliższych wyborach rządziłby samodzielnie.
Jarosław Kaczyński powinien podziękować tym wszystkim wybitnym dziennikarzom, politykom i autorytetom, dzięki którym poparcie społeczeństwa dla PiS-u rośnie.
Byłby niesprawiedliwy gdyby oprócz wymienionym gwiazd i sław nie wyraził uznania za włożony trud w umacnianie PiS-u Lechowi Wałęsie, Donaldowi Tuskowi, Stefanowi Niesiołowskiemu,Bronisławowi Komorowskiemu, Andrzejowi Zollowi,Zbigniewowi Safjanowi, Bronisławowi Geremkowi, Adamowi Michnikowi, Wacławowi Havlowi, zagranicznej lewackiej prasie i Centrum Wiesenthala.
Specjalny puchar należy się Mariuszowi Walterowi, Zygmuntowi „Zegarkowi” Solorzowi I Trybunałowi Konstytucyjnemu za blokowanie lustracji i obronę korporacji.
Wiwat pożyteczni idioci. Choć raz niechcący zrobiliście coś dobrego.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)