Przymrużmy oczy i popuśćmy wodze fantazji.
Wyobraźmy sobie, że jesteśmy na zachód od miasta Waszyngton, za rzeką Potomac w miejscowości Aarlington.
Znajduje się tu Narodowy Cmentarz USA.
Trwa wielka uroczystość oddania hołdu amerykańskim weteranom poległym we wszystkich konfliktach zbrojnych od wojny secesyjnej, I-ej i II-ej wojny światowej po ofiary Wietnamu, Iraku i Afganistanu. Kompania honorowa amerykańskiej armii, wojskowa orkiestra, tłumy dziennikarzy i fotoreporterów, rodziny poległych, oficjele, zaproszeni zagraniczni goście. W ciszy i skupieniu trwa oczekiwanie na moment kulminacyjny, jakim jest złożenie wieńca na grobie nieznanego żołnierza przez prezydenta USA oraz jego wystąpienie.
Nagle dzieje się coś nieoczekiwanego. Wszyscy dostrzegają prezydenta z twarzą wykrzywioną w pijackim grymasie, dyskretnie podtrzymywanego przez ochroniarzy. Chwiejnym krokiem głowa państwa zbliża się do pomnika i z trudem, cudem unikając upadku stara się rozprostować szarfy przy okazałym wieńcu.
Cisza, wstyd, zażenowanie, poczucie jakiejś potwornej hańby i totalnej kompromitacji.
Zaraz rozpętuje się prawdziwa burza. Reakcja dumnego amerykańskiego narodu nie pozostawia złudzeń, co do dalszego losu prezydenta. Ten człowiek jest już skończony i okryty hańbą na wieki.
Otwórzmy teraz oczy i spójrzmy na siebie samych w lustro.
Jakim jesteśmy narodem? Gdzie nasza duma? Jak długo będziemy jeszcze tolerować postkomunistycznych kacyków hańbiących naszą historię wraz z jej bohaterami? Jak długo będziemy się przyglądać zdrajcom, którzy dla własnych korzyści gotowi są opluwać naszą ojczyznę poza jej granicami? W jakim państwie płazem uchodziłyby takie skandaliczne wybryki jak pamiętny popis Kwaśniewskiego i donosy na własny kraj tegoż, wspomaganego przez różnych Geremków i Michników?
Patrząc na słupki poparcia dla Lid-u czy popularności Kwaśniewskiego jest mi po prostu wstyd.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)