Kiedy na kilka dni przed planowanym ślubem zmarło się Anusi Borzobohatej-Krasieńskiej, imć pułkownik Michał Wołodyjowski herbu Korczak, żołnierz, zagończyk i niezrównany szermierz zasnuł się w klasztorze kamedułów wycofując się tym samym z życia publicznego.
Na nic się zdały argumenty przebiegłego jak lis Onufrego Zagłoby mówiące, że ojczyzna w potrzebie i Turek sposobi się do wojny. Chytry szlachcic musiał dopiero uciec się do fortelu, by przywrócić „małego rycerza” stęsknionemu społeczeństwu.
I dzisiaj nie brakuje zatroskanych obywateli gotowych do przeróżnych forteli, aby zmusić do powrotu lub przejścia z ciemności w światłość dla ratowania najjaśniejszej RP zasłużonych od lat autorytetów. Serce rośnie, kiedy na hasło „wszystkie ręce na pokład” pozytywnie odpowiadają takie postaci jak na ten przykład towarzysz Cimoszewicz herbu „Carex”.
Nasz bohater Włodzimierz wycofał się swego czasu z salonów i wielkomiejskiego zgiełku do głuchej puszczy również z powodu pewnej Anusi z tym, że nie Borzobohatej lecz Jaruckiej, a gdzieś tam w tle majaczyła postać pułkownika, co prawda nie Chorągwi Laudańskiej lecz kontrwywiadu RP niejakiego Konstantego Miodowicza.
Powrócił też, czym prędzej reagując na roznoszone wici Aleksander Kwaśniewski herbu „Alek”. Bardzo dużo dobrego robi dla słusznej sprawy zawsze powściągliwy i opanowany Stefan Niesiołowski herbu „Leopold”. Jak zwykle w takich sytuacjach można liczyć na Lecha Wałęsę herbu „Bolek”, który to jak pamiętamy w pojedynkę obalił komunizm.
Nawet dziennikarska brać porzuciła wszelkie skrupuły i doszła do wniosku, że nie czas na przyzwoitość. Korupcja polityczna, która tak wstrząsnęła kiedyś dziennikarzami TVN-u, ujawniającymi taśmy Renaty Beger dzisiaj jest atutem dla PO.
Kiedyś z tego powodu niemal nie upadł rząd Kaczyńskiego, a pod sejmem, nocą na apel Tuska rozstawiono aż dwa namioty. A dzisiaj? Dzisiaj dziennikarze tej obiektywnej stacji wraz z politykami PO świętują przetransferowanie na swoją stronę polityków związanych z Pis-em i bez żenady poseł Schetyna opowiada o ciężkich negocjacjach z Radkiem Sikorskim. To, co kiedyś bulwersowało dziś jest omawiane jak coś najnormalniejszego w świecie.
Mimo stawiających w podejrzanym świetle Ryszarda Krauzego, dowodów prokuratury ma on oddaną rzesze obrońców wśród wybitnych dziennikarzy. Taka Monika Olejnik, Katarzyna Kolenda-Zaleska, Tomasz Lis, Jacek Żakowski, duet Sekielski-Morozowski wzięli sobie do serca słowa starego Zagłoby, który mówił:
„Już tak widać jest, że kto się o Radziwiłła otrze, ten sobie wytarty kubrak zaraz ozłoci. Łatwiej tu, widzą, o promoycję niż u nas o kwartę gniłek. Wsadzisz rękę w wodę z zamkniętymi oczami i już szczupaka dzierżysz”
Jeszcze nie raz będziemy ze zdumienia przecierać oczy, kiedy ujrzymy jako białe coś, co jeszcze nie tak dawno było czarne. Nie dziwmy się, że upadek obyczajów i przyzwoitości sięga zenitu. Wszak mamy czas wojny. Przychylność dla platformy jest niejako wymuszona sytuacją polityczną. Tak naprawdę to prawdziwym patriotom marzy się powrót do gry tych jedynych, w których rękach, powinien znajdować się ster kierujący naszym krajem. Jaka szczęśliwość zapanowałaby w świecie na widok powracających w chwale Geremka z jego wypróbowaną drużyną. Jakaż dobra by była dla nas prasa wschodnia i zachodnia. Centrum Wiesenthala i ambasada Izraela nie musiałyby już się mieszać w sprawy wewnętrzne niepodległego państwa. Jednym słowem same korzyści. Jednak póki, co, możemy tylko marzyć.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)