Tak naprawdę polityka niewiele różni się od sportu. Ważny jest talent, odpowiedni trening umożliwiający trafienie ze szczytem formy w odpowiednim momencie i wielka wiara w sukces. W sportach zespołowych olbrzymią role odgrywa jeszcze taktyka i dobra atmosfera w drużynie. Kluczem do sukcesów na najwyższym poziomie jest jeszcze posiadanie jakiejś indywidualności, która w kluczowych momentach jest w stanie pociągnąć za sobą cały zespół. Kiedy w takiej ekipie zaczyna się dziać coś złego, psuje się atmosfera, zaczynają pojawiać się wątpliwości, co do cyklu treningowego, przewidywanej taktyki, jednym słowem, kiedy następują jakieś zgrzyty pojawiać się zaczynają tajemnicze kontuzje, które niemal zawsze dotykają tych najważniejszych i niepokornych. Przerobiliśmy to podczas ostatnich mistrzostw Europy w siatkówce. Dziwna kontuzja Mariusza Wlazłego i wszystko posypało się jak domek z kart.
Jan Maria Rokita nie mógł wczoraj powiedzieć całej prawdy o swojej zaskakującej decyzji. Jednak ci, którzy scenę polityczną obserwują od dawna, doskonale zdają sobie sprawę, że rozbrat z polityką Pana Jana nie potrwa długo. Rokita obserwując poczynania liderów PO, zaproponowany styl kampanii wyborczej i klucz, według którego układane są listy wyborcze, nie miał już wątpliwości, że jego partia idzie do władzy z Lid-em. Doskonale zauważył, że bez względu na to czy PO wygra czy przegra wybory to nieuchronnie zmierza do mariażu z postkomunistami. Jaki jest stosunek Rokity do postkomuny wszyscy wiedzą. Pod tym względem nie różnią się zbytnio z Jarosławem Kaczyńskim. Wejście do sejmu mimo wycięcia konserwatywnego skrzydła w PO stawiałoby Rokitę w sytuacji Rejtana, który mógłby jedynie wykonywać jakieś rozpaczliwe nic nieznaczące dramatyczne gesty. Odejście z polityki jest niczym innym jak przemyślanym starannie politycznym krokiem mającym na celu uniemożliwienie środowisku Kwaśniewskiego, Szmajdzińskiego i Geremka powrotu go gry w pierwszej drużynie. Mariaż z Lid-em sprowadzi PO do poparcia sprzed afery Rywina, czyli do 12-13%. Parcie do władzy przez Tuska, Schetynę i Komorowskiego takim kosztem jest głupotą i samobójstwem dla PO. Nie wiem czy to, co zrobił Jan Maria Rokita było w jakiś sposób uzgadniane z Jarosławem Kaczyńskim. Gdyby jednak tak było to wcale bym się nie zdziwił. Tusk liczy na to, że realizując scenariusz Michnika i Żakowskiego będzie mógł liczyć w przyszłości na medialne pompowanie przez te środowisko. Jeżeli tak się stanie to otrzyma Tusk decydujący już w swojej karierze pocałunek śmierci. Dobiegnie w ten sposób końca kariera polityka zimnego, bez charyzmy, nosa politycznego i nie czującego zupełnie nastrojów wśród rodaków.
Tak na marginesie chce nawiązać do ostatnich zdań wypowiedzianych wczoraj przez Jana Marię Rokitę. Mówiąc o rosyjskim ludobójstwie i mordowaniu narodu czeczeńskiego przełamał poprawność polityczną panującą w zdegenerowanej Europie. Dziś tak mówić nie wypada. W cenie jest mówienie przez lewackich głupków o polskim faszyzmie, antysemityzmie, zagrożeniu demokracji wzywaniu obserwatorów na wybory, i napuszczaniu na Polskę możnych tego świata. To przecież nie wymaga odwagi i przynosi uznanie na salonach. Znamienna jest też reakcja na te słowa Rokity Andrzeja Mrozowskiego, moim zdaniem najbardziej tępego dziennikarza na firmamencie. Powiedział ni mniej ni więcej:
„ a miało być przecież bez patosu”
Bez komentarza.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)