kokos26 kokos26
27
BLOG

Jeden wspólny europejski dom

kokos26 kokos26 Polityka Obserwuj notkę 3

Za oknem choć biało to jeszcze mamy jesień. Wkrótce zacznie się zima.

Krótkie dni i długie wieczory sprzyjać będą wspomnieniom minionego lata. Na kolejne przyjdzie nam czekać dobre kilka miesięcy. Kiedy zaś kończy się zima, z utęsknieniem oczekujemy pierwszych oznak wiosny.

Wśród górali takim symbolem definitywnego końca zimy jest wiosenny redyk. Zaczyna się w maju i choć hodowla owiec spadła w Polsce na łeb na szyję, tradycja ta całkiem jeszcze nie zanikła.

Zwyczaje i stare obrzędy związane z wiosennym redykiem są bardzo ciekawe i pouczające.

Jeden baca, trzech juhasów i kilka owczarków potrafi zapanować nad stadem owiec i baranów zbijając je w jeden kierdel tak skutecznie, że nie przychodzi im do głowy oddalanie się, buntowanie czy wybieranie własnej drogi bądź innego pastwiska.

Obserwując z daleka pasące się owce z pozoru wydaje się na pierwszy rzut oka, że są beztroskie, wolne i bardzo szczęśliwe. Kiedy jednak dłużej przyjrzymy się temu sielskiemu widokowi, to zauważymy, że co jakiś czas ujadając i szczekając, owczarki reagują na każde oddalenie się pojedynczej sztuki bądź grupy owiec od stada. Nawet wtedy, kiedy kierdel staje się zbyt mało zbity w kupę, a owce i barany rozłażą się nierozważnie na zbyt dużym obszarze, owczarki przystępują do akcji robienia porządku.

Co ciekawe, dzieje się to jakby bez udziału bacy i juhasów.

Są oni zupełnie niewidoczni, choć wiadomo, że to oni szkolili owczarki do tego trudnego zadania i gdzieś z szałasu zwanego kolibą bacznie obserwują wszystko, co się dzieje wokoło.

Jednak psy oddelegowane do tej odpowiedzialnej roli, oprócz tresury muszą mieć pewne wrodzone predyspozycje. Czujność, szybka reakcja i całkowite oddanie bacy i juhasom pozwala im zasłużyć od czasu do czasu na pieszczotliwe poklepanie po łbie lub jakiś tłustszy kawałek mięsiwa.

Trzeba jednak przyznać uczciwie, że udany redyk to coś więcej. Stado musi być wcześniej poddane zabiegom, które śmiało można nazwać praniem mózgów.

Jak wiemy owce pochodzą od różnych gospodarzy i z różnych wsi. Najpierw, więc dochodzi do tak zwanego mieszania owiec. Baca na chwilę znika gdzieś wśród drzew by za chwilę pojawić się ze ścięta młodą jodłą. Po zaostrzenia jej na końcu wbija ją w ziemię. Tak przygotowany słupek zwany jest mojką. Następnie stado za pomocą krzyków, gwizdów juhasów i ciągłego psiego ujadania i szczekania zbijane jest w jeden ciasny i niesamowicie beczący kierdel, by następnie ruszyć pędzone wokół mojki kilkakrotnie ją okrążając. Wygląda to jak jakiś zaczarowany krąg.

Podczas tego szalonego biegu psy i juhasi bacznie uważają, aby żadna owca nie wypadła poza wytyczona trasę. Po tym rytuale owce stają się spokojniejsze, mniej beczą i już nie jest im w głowie tęsknota za własnym gospodarzem, rodzinną owczarnią czy ucieczką do własnej wsi.

Dalej stado zapędzane jest do koszaru - ogrodzenia, w którym przebywają nocą. Baca z zawiniątka wydobywa kadzidło i je podpala. Wonnym dymem okadza teraz wszystkie owce w koszarze, aby nadać im jeden wspólny zapach, by trzymały się razem i nie rozchodziły po hali.

Po tych wszystkich zabiegach, które mimo rytualnego charakteru maja bardzo praktyczne znaczenie można strzyc i doić owce do woli.

Wielkimi krokami zbliża się Lizbona i 13 grudnia. Stado jest już przygotowane odpowiednio.

kokos26
O mnie kokos26

Sprzedaż: www.polskaksiegarnianarodowa.pl, United Express, Warszawa, ul. Marii Konopnickiej 6 lok 227, Tel. 502 202 900

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka