„Dobrze znam honorowego szefa Lufthansy i mógłbym z nim załatwić wiele ważnych spraw dla LOT-u.”
To słowa obecnego Ministra do Spraw Szczególnie Trudnych i Beznadziejnych.
Nic z tych zapowiedzi Władysława Wunderwaffe Bartoszewskiego nie wyszło. Te kilka miesięcy zasiadania w fotelu szefa rady nadzorczej PLL LOT musiało być dla „profesora” niezwykłą gehenną.
Kilkugodzinne posiedzenia rady, gdzie trzeba był słuchać rzeczy, o których nie ma się zielonego pojęcia, dla człowieka słynącego z tego, że uwielbia przede wszystkim mówić przed jak najbardziej licznym audytorium zaskutkowały rezygnacją.
To była nuda i zapewne przykre doświadczenie. Nasz skarb zorientował się, że jednak nie zna się na wszystkim, a zmuszony do słuchania innych po prostu nie wytrzymał.
LOT to nie Stu Ergo Hestia gdzie Bartoszewski jako wice przewodniczący zasiada obok Klausa Fleminga.
A mógł przecież PiS mieć Bartoszewskiego z głowy wymyślając jakąś pięknie nazywającą się funkcję i informując na zwołanej konferencji prasowej o olbrzymiej wadze tego stanowiska i oczywiście o tym, że tylko jedna osoba w Polsce na nie się nadaje.
A tak już nazajutrz „profesor” złożył podpis pod słynnym listem byłych ministrów spraw zagranicznych i rozpoczęła się wojna z Kaczyńskimi powodowana oczywiście pobudkami patriotycznymi, a nie jak twierdzą złośliwy osobistymi..
Złożenie podpisu obok TW „Carexa, TW „Buera”, TW „Koska”, TW „Musta” przyniosło mu chwałę i uwielbienie ze strony mediów Waltera i Solorza TW„Zeg”, „Zegarek” nie wspominając o GW i satelitach.
Oczywiście gdyby obecnie zajmowane stanowisko przez Wunderwaffe polskiego MSZ było nominacją na poważnie, to profesor jako specjalista od zadań beznadziejnych i niemożliwych już dawno gościłby w Paryżu gdzie w zakulisowych rozmowach uruchomiłby swoje ogromne wpływy, jakie posiada na całym świecie, a więc również w Korei i Maroku.
Niestety.
Funkcja, jaką otrzymał Bartoszewski od Tuska jest tylko zaspokojeniem jego próżności, podziekowaniem za kampanię i ma na celu ustrzec premiera przed tym, co spotkało Kaczyńskich.
Po prostu żadnych odpowiedzialnych zadań za to maksimum nadymania przed kamerami.
To w zupełności wystarczy.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)