Ma rację Kwaśniewski określając ostatnie polityczne gesty ekipy Tuska wobec Rosji jako dziecinadę.
Jest to dość łagodna ocena. Bardziej pasuje tu słowo głupota i amatorszczyzna.
Normalny rząd chcąc poprawy stosunków między obydwu krajami prowadzi żmudne dyplomatyczne zabiegi, których główną cechą jest dyskrecja.
Kiedy takie rozmowy kończą się fiaskiem siedzi cicho. W przypadku, gdy dochodzi do jakichś uzgodnień wypuszcza takie gołąbki pokoju jak wypowiedzi Tuska, Burego i Pawlaka i niedługo potem doczekuje się ustępstw z drugiej strony.
SUKCES!!! Krzyczą wtedy Żakowski, Wołek, Olejnik, Paradowska i Michnik z przyległościami.
A z czym mieliśmy do czynienia?
Wiadomo, że polscy politycy uczynili ten gest bez żadnego dyplomatycznego przygotowania, obliczony tylko na tani poklask.
Rosja zajęta wyborami i pacyfikowaniem opozycji, a polski rząd dopiero co zaprzysiężony.
Kto odpowiada za wybór momentu i za sam idiotyczny polityczny ruch?
Przy takim politycznym partactwie dochodzi do komicznej sytuacji.
Tusk, Bartoszewski, Sikorski i Pawlak po swych genialnych posunięciach przykładają uszy do torów i nasłuchują czy nadjeżdża tak oczekiwany „Pociąg Przyjaźni”.
Co słyszą nazajutrz?
„Z żalem przyjęto decyzję Rosji o zawieszeniu realizacji Traktatu o Ograniczeniu Sił Konwencjonalnych w Europie - CFE. Rosyjski prezydent podpisał ustawę w tej sprawie. Moratorium wejdzie w życie 12 grudnia”.
„Może to skutkować rozmieszczeniem przez Rosję dodatkowych sił w graniczącym z Polską obwodzie kaliningradzkim co stanowić może osłabienie bezpieczeństwa naszego kraju” – ostrzegają specjaliści.
Gdyby nie uwielbienie mediów dla Tuska i jego „profesjonalnej” ekipy to po takiej wpadce nie powinno zostać na takich politycznych nieudacznikach suchej nitki.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)