W czasach PRL-u żyliśmy w dwóch rzeczywistościach. Jedna to było zwasalizowane państwo, które bez zgody wielkiego brata ze wschodu nie decydowało o niczym istotnym. Gospodarka niedoboru, zacofana i nieefektywna, tępienie opozycji, brak wolności słowa, szarość, burość i bylejakość.
Cała propaganda skupiona w ręku komunistycznej partii stworzyła rzeczywistość alternatywną, podstawioną, w której byliśmy potęga gospodarczą zajmującą w wielu dziedzinach miejsce w pierwszej dziesiątce państw świata. Mieliśmy demokratyczne wybory i społeczeństwo o takim stanie świadomości, że frekwencja wyborcza sięgała niemal stu procent.
W ramach tej drugiej, podstawionej rzeczywistości dopuszczana była nawet koncesjonowana krytyka, mająca być swoistego rodzaju wentylem bezpieczeństwa. Warunkiem jednak takiej krytyki było poruszanie się zawsze w obrębie tej fikcyjnej i obowiązującej wersji wydarzeń.
Prawdziwa krytyka i opozycyjność, która uderzała w samo jądro kłamstwa, czyli mówiła wprost jak jest naprawdę była bezwzględnie tępiona.
Czy po 89 roku przyszło żyć nam w prawdzie? Czy dzisiaj obowiązuje wolna debata odbywająca się w prawdziwej rzeczywistości i opisująca taką właśnie?
Narzędzia propagandy są dzisiaj w przytłaczającej większości w rękach zagranicznych oraz w dyspozycji spadkobierców totalitarnego systemu. Niestety, z wielkim profesjonalizmem, w zależności od sytuacji serwuje nam się w zależności od politycznej sytuacji podstawioną rzeczywistość, a cały zabieg ma na celu sterowanie nastrojami i wpływanie na wyborcze decyzje.
Przez ostatnie dwa lata, również przy udziale sił postępu z poza naszych granic stworzono skutecznie obraz Polski jako świata rządzonego przez barbarzyńców zagrażających demokracji. Świat klęsk, złych decyzji, niekompetencji i wykluwającej się dyktatury prymitywnych Hunów.
Debata publiczna oczywiście dopuszczała do głosu zwolenników tych okrutnych rządów, ale pierwszeństwo mieli ci, którzy nie demaskowali tej wielkiej mistyfikacji. I tak jako zwolenników rządu Pis-u przedstawiano dziennikarzy, którzy wypowiadali się w tonie
„jest źle, ale przecież nie aż tak”
„mogłoby być gorzej”
„to nie wynika ze złej woli, ale z braku doświadczenia”
itd.…itp.
Był to podobny wentyl bezpieczeństwa jak ta koncesjonowana krytyka w czasach PRL-u.
Nieliczni publicyści i media, które bezpardonowo demaskowały ten fałszywy obraz naszego kraju kreowany przez „siły postępu” były zwalczane i ośmieszane.
Najlepszym przykładem jest tu Radio Maryja, którego obraz stworzony na użytek walki z nim nie ma nic wspólnego z jakakolwiek prawdą.
Ilu jest dziennikarzy, którzy, na co dzień wycierając sobie gęby troską o wolność słowa, odważyło się stanąć w jego obronie?
Dzisiaj Mamy zmianę rządów i każdy niech sam rozstrzygnie czy rodząca się kolejna rzeczywistość to obiektywna sytuacja czy kolejny podstawiony nam obraz.
Z dnia na dzień staliśmy się tygrysem europy. Na drugim planie, przyćmieni blaskiem palącego się samochodu posłanki Pitery wracają do Polski aferzyści i nie ma to oczywiście żadnego związku z mianowaniem na ministra sprawiedliwości ich zaufanego prawnika.
Do MON wraca ostatni zastępca szefa WSI Dukaczewskiego, a zwycięzców konkursów zastępują zaufani koledzy obecnej koalicji. Świat znowu nas podziwia i szanuje
Jedna rzecz się jednak nie zmienia.
Nie ma i nie będzie uczciwej, ani żadnej debaty na temat wprowadzanego tylnymi drzwiami Traktatu Konstytucyjnego pod zmienioną dla zmylenia europejskiego plebsu nazwą.
Czy tracimy suwerenność? Czy pozostaniemy w pełni niepodległym państwem?
Na te pytania powinna paść odpowiedź choćby z szacunku dla tych, którzy za wolną Polskę oddali kiedyś życie oraz tych, którzy przyjdą po nas i być może w przyszłości będą musieli przelewać własną krew z powodu głupoty, sprzedajności i lekkomyślności dzisiejszych „elit”.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)