Krytykowana za kontrowersyjne nominacje ministerialne Platforma Obywatelska przy wsparciu mediów odpiera dzielnie zarzuty.
Nowy minister sprawiedliwości Ćwiąkalski ma coraz większe kłopoty z przekonaniem społeczeństwa o swojej determinacji, jeśli chodzi o ściganie i karanie najbardziej znanych aferzystów.
Dlatego podpalenia auta Julii Piterze było darem niebios.
Trzy dni mieliśmy spektakl bohaterstwa obwoźnego. Posłanka niedosypiając i niedojadając przemieszczana była od jednego studia telewizyjnego do drugiego. Odwiedziła niemal wszystkie redakcje gazet i rozgłośnie radiowe.
A przesłanie było jasne.
Ta Pitera to musi być żyleta na wszelkiej maści przestępców. Już dybią na jej życie, a ona nic z tego sobie nie robi i śmieje się prosto w twarz tym, którzy już wydali na nią wyrok
Jeszcze niczego w nowym rządzie nie dokonała, jeszcze nie zarysowała jakiegoś konkretnego planu działania, a dla zmylenia świata przestępczego ta bohaterska polonistka plotła bzdury, które później tuszować musieli partyjni koledzy.
Świat przestępczy nie dał się wyprowadzić w pole przebiegłej Julii i postanowił wysłać jej ostrzeżenie.
Niestety spektakl musiał zostać przerwany.
Jak długo jeszcze rzecznik prasowy policji mógł ukrywać przed opinią publiczną fakt, że już od dawna działa w Warszawie szaleniec piroman podpalający samochody?
Ile jeszcze dni udawałoby się pomijać w relacjach na żywo, tych mieszkańców i sąsiadów pani Julii, którzy już od miesięcy widzą płonące samochody w swojej dzielnicy?
Jak długo przenikliwi dziennikarze udawaliby, że próba zastraszenia to niemal stuprocentowy motyw podpalenia?
Jedyny pożytek z tego całego medialnego spektaklu jest taki, że może w końcu zwykli obywatele Warszawy odetchną spokojnie, bo dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności policja zmuszona została wziąć się do roboty.
Dobre i tyle.


Komentarze
Pokaż komentarze