Julia Pitera to w rządzie Donalda Tuska postać nietuzinkowa.
Najbardziej znana jest z tego, że szybciej mówi niż myśli. Ilość wypowiadanych głupstw zmuszających kolegów partyjnych do sprostowań i tłumaczeń, „co myślała poetka” stale narasta. Jednak przypuszczam, że gdyby przeprowadzono sondaż na temat tego, kto najbardziej jest zdeterminowany do walki z korupcją to Pani Julia zapewne wygrałaby w cuglach.
Tak to już jest w demokracji medialnej, że nawet ktoś, kto się nieustannie ośmiesza, nie robi póki, co niczego i nie ma nawet mglistego planu działań na przyszłość jest kreowany na bohatera sezonu.
Media kochają Piterę, gdyż zaciekle atakuje znienawidzonego szefa CBA i jest oczywiście z PO.
Czy warto w medialnej demokracji podejmować się trudnych i niepopularnych działań? Czy warto od rana do późnej nocy z fanatycznym zaangażowaniem i poczuciem misji robić rzeczy trudne? Odpowiedź jest prosta .. NIE.
Antoni Macierewicz dokonał tego, czego obawiano się, niechciano czy wręcz bano się uczynić przez szesnaście lat. Zlikwidował WSI, a w ich miejsce stworzył zupełnie nowa służbę kontrwywiadu wojskowego. Podjął się tego zadania doskonale wiedząc, że będzie mieszany z błotem przez media i politycznych przeciwników stających w obronie służb rodem z czasów PRL-u.
Mariusz Kamiński zaś od zera stworzył zupełnie nową służbę specjalną, co jest czynem pionierskim po 89 roku. Statystyki na temat korupcji z ostatnich dwóch lat jasno udowadniają, że rząd Pis-u odniósł pod tym względem sukces.
Co spotkało za swoja pracę Macierewicza i Kamińskiego wszyscy wiemy. Nie są to bynajmniej słowa uznania i podziękowań. Media zrobiły z nich czarnych ludów, a większość opinii publicznej dała się na to nabrać.
Kto jest kreowany obecnie na pogromcę korupcji i układów? Oczywiście Julia Pitera. Prócz kilku głupich wypowiedzi sukcesem tej Pani było to, że jej samochód poszedł z dymem jak trzydzieści innych w jej dzielnicy ostatnimi czasy. Kolejnym osiągnięciem jest sześciogodzinna sesja zdjęciowa dla Newsweeka mająca na celu pompowanie osóbki, która zapewne została oceniona jako ta, która pomoże przywrócić stare dobre czasy.
No i tak mamy polskiego bezkompromisowego szeryfa, przed którym trzęsą się przestępcy, ale ze śmiechu.
Państwowcy i ludzie chcący czegoś dokonać odchodzą do lamusa. Nie pracowitość się liczy, ale dobre układy z salonem i jakaś zdjęciowa sesyjka, skok ze spadochronem ministra przytroczonego do instruktora, Chopin odgrywany w Łazienkach z telefonu komórkowego przed zgromadzonymi dziennikarzami czy taniec na studniówce.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)