Na czas lizbońskiego przedstawienia ucichła nagle sprawa doszczętnie spalonego samochodu posłanki Julii Pitery.
To zrozumiałe. Trzeba było na salonach zaprezentować jedność i zgodę.
Teraz po tej całej uroczystej imprezie można wrócić do sprawy.
Jak się okazuje, nic nigdy nie spala się doszczętnie.
W takim samochodzie, na ten przykład są materiały łatwopalne, takie jak plastik, guma, paliwo, tkaniny. Są i takie, które na ogień wykazują większą odporność, jak choćby dokumenty dotyczące największego i jak dotąd bezkarnego aferzysty III RP ojca Rydzyka.
Co się dzieje z dokumentami w tak cudowny sposób ocalonymi?
Oczywiście w rutynowy sposób trafiają one w celu dokonania ekspertyzy do redakcji Gazety Wyborczej, gdzie specjalnie powołany zespół dziennikarzy nadymać będzie balon z wizerunkiem redemptorysty jako wcielonego diabła i największe zagrożenie dla polskiej demokracji.
Tak, tak, to nie ludzie pokroju R. Krauze, H. Stokłosy, posłanki Sawickiej są problemem.
Problemem nr.1 jest Radio Maryja.
Ojciec Rydzyk na gwałt potrzebuje mocnego alibi bo krążą słuchy, że kawałek tkaniny znaleziony w pobliżu samochodu to według oceny organoleptycznej Mikołaja Lizuta i Piotra Stasińskiego część habitu redemptorysty.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)