Niestety, nasz nowy rząd, który jawił się jako świetnie przygotowane i naoliwione narzędzie do walki z korupcją straci na impecie w konfrontacji z tym patologicznym zjawiskiem.
Szczęka pozbawiona jednego z kłów, którym była Julia Pitera, nie jest zdolna do kąsania, a jedynie do przeżuwania.
Ta kobieta, znana jako najzacieklejszy werbalnie wróg wszelkich patologii popełniła wielką nieostrożność.
Ważne dokumenty przewoziła prywatnym samochodem, a parkując go pod własnym domem pozostawiała je na całą noc w jego wnętrzu.
Ktoś, kto nie zna dzielnej Pani Julii pomyśli zapewne, że to zwykła lekkomyślność i głupota.
No, bo jak można wziąć torebkę, laptopa, a zapomnieć o prawdziwej bombie w postaci kwitów na ojca Rydzyka?
Prawda wygląda jednak zupełnie inaczej.
Dokumenty te miały tak porażającą moc, że wrażliwa Pani Julia zanim opuściła wnętrze swojego samochodu biła się z myślami, czy jest już, aby dziś gotowa na zmierzenie się z lekturą tego wstrząsającego materiału.
Wrażliwa i krucha istota walczyła z sobą i niestety poczuła, że nie jest w stanie sprostać temu wyzwaniu.
Kontrwywiad zakonu redemptorystów czekał tylko na taka okazję.
Śledzona, inwigilowana i zaszczuta bojowniczka walki z układami popełniła w końcu tak oczekiwany błąd.
Dalszy ciąg wydarzeń już znamy.
Przebrani dla niepoznaki w moherowe berety agenci Radia Maryja wzniecają ogień pod samochodem Pani minister i czmychają rozmywając się w nocnym mroku.
Jednak prawda jak to mówią zawsze zwycięży, albo nas wyzwoli lub, jak kto woli oliwa zawsze sprawiedliwa.
Pech chciał, że nocą w okolicach parkingu przechadzał się jak zwykle Mikołaj Lizut z nieodłączną gaśnica proszkową pod pachą.
Gasząc z narażeniem swego cennego życia auto Julii Pitery ocalił bezcenne dokumenty i dostarczył je do rodzimej redakcji.
I cóż my mamy?
Z jednej strony walka delikatnej kobiety z brzemieniem, jakie wzięła na swoje dzielne, lecz wątłe barki. Z drugiej przykładne bohaterstwo dziennikarza Gazety Wyborczej.
Czy premier Tusk zdymisjonuje Panią minister? Czy jej zachowanie potraktuje jako zwykłą nieudolność i lekkomyślność?
A może stać go będzie na wniknięcie w jej wnętrze i dostrzeżenie walki, jaką toczyła sama z sobą?
Ja kibicuję za tym drugim rozwiązaniem, gdyż w przypadku dymisji Pani Julii pozostanie nam już na polu bitwy z korupcją jedynie ostatni kieł, samotny nieustraszony minister Ćwiąkalski.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)