„W inteligenckiej części warszawskiego Żoliborza stoi kościół księdza Jerzego Popiełuszki — obok św. Brygidy w Gdańsku najbardziej renomowany klub polityczny w Polsce. (...) Co tam więc robi natchniony polityczny fanatyk, Savanorola antykomunizmu? (...) Jednym słowem, ten mówca ubrany w liturgiczne szaty nie mówi niczego, co byłoby nowe lub ciekawe dla kogokolwiek. Urok wieców, jakie urządza, jest całkiem odmiennej natury. Zaspokaja on czysto emocjonalne potrzeby swoich słuchaczy i wyznawców politycznych. W kościele księdza Popiełuszki urządzane są seanse nienawiści. Mówca rzuca tylko kilka zdań wyzbytych sensu perswazyjnego oraz wartości informacyjnej. On wyłącznie steruje zbiorowymi emocjami”.
Jan Rem w tygodniku „Tu i teraz” (nr 38 z 19.09.1984).
Właśnie pod takim pseudonimem rozprawiał się z księdzem Jerzym Popiełuszką Jerzy Urban.
Ten krótki fragment jednego z jego artykułów zadziwiająco przypomina klimat nagonki na założyciela Radia Maryja ojca Rydzyka prowadzony przez stację TVN, GW, PO i LiD.
Czy to przypadek, że obecna nagonka prowadzona jest głównie w telewizji, której twórca to pupil i protegowany Jerzego Urbana? Czy to przypadek, że najlepszy według Urbana kandydat do kierowania antysolidarnościową propagandą w latach 80-tych jest współwłaścicielem TVN?
Ktoś powie, że porównanie księdza Jerzego z ojcem Rydzykiem to nadużycie.
Warto sobie jednak trochę przypomnieć tamte czasy.
Nie dla wszystkich wówczas ksiądz Popiełuszko był niezłomnym kapłanem, bohaterem i wielkim patriotą. Oprócz kochających go robotników i uczestników Mszy za Ojczyznę ksiądz Jerzy był wielkim problemem i kłopotem dla episkopatu. Nawet dziś żyjący hierarchowie, którzy tak chętnie mówią o jego bohaterstwie wówczas nie miało odwagi publicznie go wesprzeć.
Jeden niezłomny i odważny ksiądz wzbudzał tak przeciwstawne emocje, od uwielbienia do nienawiści, że porównanie z dzisiejszymi atakami na RM nasuwa się samo.
A jak próbowano zniszczyć niepokornego kapłana?
Kłamliwe artykuły wyjątkowego nikczemnika i kanalii Urbana, pisane pod pseudonimem Rem „Garsoniera księdza S.”, „Seanse nienawiści”. Rzekome bogactwo i rozwiązłe życie „karierowicza” w sutannie. Plotki, kłamstwa, prowokacje.
Wszystko to miało zdyskredytować księdza Popiełuszkę, co w dużym stopniu się udało.
To nie było tak, że cały naród murem stał za księdzem Jerzym.
Z Popiełuszki kpiono, a dla zmanipulowanej rzeszy rodaków był karykaturą księdza.
Wstyd to dzisiaj przypominać, ale tak było.
Stopień „zurbanizowania” TVN-u postępuje w niebywałym tempie.
„Dziennikarze” tej stacji dysponując instrumentami kiedyś dostępnymi tylko dla SB czują się pewni siebie i bezkarni. Kłamią, manipulują, napadają, insynuują, wkraczają na teren prywatny, nagrywają ukrytą kamerą, dopuszczają się prowokacji podszywając się pod studentów lub przedstawicieli Polonii.
Na RM nadciągnęły największe chmury od czasu jego powstania.
Po przetrwaniu rządów postkomunistów wydawało się, że najgorsze minęło.
Niestety.
Platforma musi spłacać dług zaciągnięty u Pana Waltera podczas kampanii.
Nadymanie Tuska i jego ferajny nie było za friko, nie oszukujmy się.
Stąd dziś ta cała skoordynowana akcja.
W zaprojektowanym przy okrągłym stole ładzie medialnym nie było miejsca na niezależne radio i telewizję jakiegoś redemptorysty. I do póki będzie istnieć to na wskroś polskie i katolickie medium, Urban, Michnik, Walter i ich wychowankowie nie mogą spać spokojnie.
Sprawa Pitery pokazuje nam jak na dłoni, że środowisko TVN i GW ma polskie społeczeństwo za stado prymitywnych matołów, którymi można i należy bezczelnie manipulować.
Co by się działo, gdyby podczas panowania junty Kaczyńskich, minister odpowiedzialny za walkę z korupcją Mariusz Kamiński, osobiście szukał „na mieście” kwitów na ITI?
A gdyby okazało się, że owe kwity przetrzymywane są w jego prywatnym samochodzie, by następnie „cudownie” ocalone z pożaru trafiły do zaprzyjaźnionej Gazety Polskiej?
W nocy w sejmie odbyłaby się specjalnie zwołana konferencja prasowa z udziałem Komorowskiego, Tuska, Pitery i Niesiołowskiego. Pod sejmem pojawiłby się zalążek miasteczka namiotowego, w którym na początku przewagę liczebną mieliby dziennikarze TVN24. Piotr Najsztub dokładałby, czym prędzej do pieca, na którym buzowałby kocioł rosołu dla protestujących przeciwko bezprawiu. Marek Kondrat z Krystyna Jandą dodawaliby ducha koczującym na wiejskiej recytując poezję. Profesor Modzelewski przybył z odczytami, a Monika Brodka i Doda rozgrzałyby wszystkich krótkimi koncertami.
Transmisja z tego wydarzenia przerywana byłaby krótkimi, pełnymi oburzenia na panujący reżim komentarzami abp Życińskiego, profesorów Zolla, Bartoszewskiego, Geremka.
Co mamy dzisiaj?
Panuje błoga cisza.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)