Stare przysłowie arabskie mówi, że każdy garnek znajdzie zawsze swoją pokrywkę.
Jak pamiętamy mecenas Jan Olszewski za czasów PRL-u był często obrońcą opozycjonistów w procesach politycznych. Dlaczego zwracano się właśnie do niego? Czy decydował tylko profesjonalizm czy coś jeszcze?
Nie ulega wątpliwości, że jego poczucie sprawiedliwości, osobista odwaga, uczciwość i własna opozycyjność wobec PRL-owskiej rzeczywistości miały decydujące znaczenie.
Logicznym, więc jest to, że właśnie jako „swojego adwokata” uważała ówczesna opozycja mecenasa Olszewskiego.
Adwokat Wojciech Tomczyk to postać znana i wpływowa światku prawniczym. Ilekroć jakiś postkomunista ma kłopoty z prawem to zawsze u jego boku pojawia się postać mecenasa z charakterystyczną kopernikowską fryzurą. Sobotka, Miller, Gudzowaty, Oleksy zawsze mogli liczyć na Wojciecha Tomczyka, byłego członka rządów Rakowskiego i Kiszczaka.
I tu nie decydował tylko profesjonalizm, lecz i to, że to „krew z krwi naszej, kość z kości”.
Pupilem wielkich aferzystów III RP jest obecny minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski. Z jego wiedzy prawniczej korzystali Krauze, Dochnal, Stokłosa.
Niedawne zdymisjonowanie prokuratora, który zajmował się wątkiem sfałszowanych weksli w aferze Buchacza nie powinno dziwić. Wszak te weksle przedstawiała firma Elzamet w imieniu, której z roszczeniami wobec skarbu państwa występował minister Ćwiąkalski.
Czy dla zwycięskiej PO i byłych klientów Ćwiąkalskiego liczył się tylko jego profesjonalizm i wiedza prawnicza?
Niech każdy sam sobie odpowie na to pytanie nie licząc na dociekliwych dziennikarzy, którzy od 21 października 2007 roku zapadli w dziwny letarg.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)