Polityka zagraniczna rządu Jarosława Kaczyńskiego zbierała wielkie cięgi.
Szokiem dla „elit” było zbyt ostre ich zdaniem zabiegania o polskie interesy narodowe i styl w którym po raz pierwszy od ponad sześćdziesięciu lat zabrakło braterskich uścisków, poklepywania po plecach i niezapomnianego PRL-owskiego„rąsia, klapa, goździk, buźka”.
Co by się stało gdyby ktoś wreszcie w sposób rzeczywisty zaczął realizować politykę polskiej racji stanu i sprzeciwił się na przykład utracie suwerenności?
Zjednoczone europejskie elity za pomocą mediów, służb i rodzimych gorliwych europejczyków. rozbiłyby taka ekipę w pył w czasie znacznie krótszym niż dwa lata.
W zasadzie nie powinno to dziwić.
Tych, którzy mają jeszcze w pamięci politykę, której celem była polska racja stanu pozostało już niewielu i z każdym dniem ubywa.
Wzorcami pozostającymi w pamięci są dzisiaj Czyrek, Skubiszewski, Bartoszewski, Geremek, Cimoszewicz i Olechowski.
Na ich tle rzeczywiście minister Fotyga zachowywała się dość egzotycznie. Wszystko było klęską jeszcze na długo przedtem zanim się wydarzyło.
Polityka niemiecka – fiasko, rosyjska-fiasko.
Niezastąpiony europoseł niemiecki Schulz i jego koledzy socjaliści w niespotykany dotąd sposób krytykowali i lżyli legalny demokratyczny polski rząd.
Mogli sobie na to pozwolić gdyż tego samego dokonywali polscy politycy i „niekwestionowane autorytety” wykorzystując zagraniczne media jako spluwaczki służące do wypróżnienia się na własny kraj.
Z taką samą pogardą i kpinami odnoszono się do tych, którzy przed referendum akcesyjnym do UE ośmielali się napomknąć o groźbie niemieckich roszczeń do ziem zachodnich.
Wybitni dziennikarze, eksperci różnej maści i autorytety nie zostawiali suchej nitki na moherowych oszołomach.
Po pierwszych przegranych sprawach sądowych w warmińsko-mazurskiem uderzono w ton lekceważenia zjawiska. Pchi…jeden dwa domy czy gospodarstwa to jeszcze żaden problem.
W tym uspakajaniu tubylczej ludności prym wiedzie prasa kontrolowana przez niemiecki kapitał.
Tuż przed swoja śmiercią w 1966 roku Cat Mackiewicz dość krytycznie odnosił się do PRL-owskiej propagandy straszącej Polaków niemieckim rewizjonizmem.
Zapytany w wywiadzie czy rewizjonizm niemiecki może powrócić powiedział Wykluczone…to tylko jest możliwe gdyby kiedyś w przyszłości Niemcy chcieli stworzyć z Europy federalne państwo.
Podobno 8 lutego Tusk i jego dyplomatyczna armia z wunderwaffe Bartoszewskim ma wyruszyć na Moskwę.
Po kilku poddańczych gestach, podkuleniu ogona w sprawie tarczy antyrakietowej, Putin najpierw w stronę słusznego rządu „rzucił mięsem” z pańskiego stołu na który rzuciła się z radością dziennikarska i salonowa brać jakby to była sprawa życia i śmierci (głodowej). Tuzy polskiego dziennikarstwa z podwiniętymi ogonami uwijały się pod tym stołem nie mogąc nacieszyć się ochłapami i pańskim gestem współczesnego cara.
Pan Rosji uchyla teraz drzwi Kremla.
Polityka zagraniczna rządu RP co jest chyba rzadko spotykanym kuriozum, jest podporządkowana nie polskiej racji stanu lecz budowaniu wizerunku szefa rządu.
Czy oprócz uśmiechów i kurtuazyjnej wymiany zdań jest możliwy przełom w stosunkach polsko-rosyjskich?
Czy Rosjanie śledząc historię potrafią rozmawiać z takim krajem jak Polska inaczej niż z pozycji siły?
Oczywiście nie.
Donald Tusk może jednak jechać spokojnie. Nawet w wypadku fiaska wszystko zostanie przedstawione jako sukces lub w najgorszym razie jako splot niezależnych od nas czynników i okoliczności.
Jeżeli miłość do wodza jest wielka i powszechna to usprawiedliwienie klęski musi być powinnością i obowiązkiem.
Są na to historyczne przykłady.
Kiedy Napoleon ruszył w 1812 roku na Moskwę stojąc na czele 600 000 tysięcznej dumnej armii, któż mógł przypuszczać, że za sześć miesięcy Berezynę przekraczać będą obszarpane resztki nie liczące nawet 10 000 ludzi?
Czy tak druzgocącą klęskę dało się wytłumaczyć oszczędzając umiłowanego wodza?
Okazuje się, że i wtedy tak zwany salon zdolny był do najosobliwszego wytłumaczenia klęski.
Otóż przyczyną ich zdaniem był rozpad cynowego guzika. Te właśnie guziki i klamry spinały w napoleońskiej armii wszystko. Mundury oficerów, szynele piechurów i uprzęż z popręgami. W niskich temperaturach cyna zmienia się z połyskującego metalu w szary proszek. Czyż można było zwyciężyć kiedy siodła spadały z koni, a żołnierze zamiast koncentrować się na broni musieli przytrzymywać poły swoich płaszczy?
Myślę, że dysponując takimi mediami jak TVN, GW, Dziennik, Newsweek i takimi tuzami dziennikarstwa jak na przykład Żakowski i Wołek, Napoleon pozostałby zwycięzcą nawet po takiej klęsce.
Także oczekując wizyty Tuska w Moskwie wyniki są znane już dziś.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)