Twa ogólnopolska promocja nowego dzieła Tomasza Grossa „Strach”. Nie od dziś wiadomo, że antypolonizm jest trendy zaś antysemityzm to zbrodnia przeciwko ludzkości. Polski zwierzęcy i zbrodniczy antysemityzm to temat jak bumerang powracający cyklicznie. Nowa książka odniesie zapewne sukces komercyjny co przy takiej reklamie nie powinno dziwić.
Wydani w 2001r. „Sąsiedzi” wywołali burzę, choć tendencyjne „dzieło” zawierało wiele kłamstw i uproszczeń. Przestrzegam jednak już dziś wszelkich polemistów Grossa, którzy chcieliby dyskutować z tezami autora. Próbował tego swego czasu prof. J.R. Nowak wydając „100 kłamstw Grossa”. Za polemikę z autorem doczekał się kilkunastu zawiadomień do prokuratury o przestępstwie i niebywałej wprost nagonki ze strony wszystkich tych mediów, które biorą udział w promocji prac „historyka” Grossa.
Książka antypolska zatem zawsze może liczyć na wielką akcję promocyjną. Próba polemiki i wytykanie błędów i kłamstw Grossowi może zaś zaprowadzić przed sąd najjaśniejszej RP. Ataki na „100 kłamstw Grossa” tak skomentował profesor Tomasz Strzembosz.
„100 kłamstw J. T. Grossa czytałem i nie znalazłem w niej niczego, co powinno uruchomić prawo karne. Jest ona napisana rzeczywiście 'ostro', ale książka Grossa jest napisana również ostro i ogromnie stronniczo. Z punktu widzenia warsztatu historycznego zupełnie fatalnie, ale tej - nikt jakoś nie wycofuje z obiegu”.
A teraz o opracowaniu czysto naukowym, które nigdy nie doczekało się rozgłosu, dyskusji, opinii autorytetów. Nie wiem czym wytłumaczyć milczenie TVN, GW, Polityki i środowisk żydowskich?
W 2005 roku ukazała się nakładem wydawnictwa IPN praca naukowa pod redakcją dr Krzysztofa Szwagrzyka zatytułowana „Aparat bezpieczeństwa w Polsce. Kadra kierownicza 1944-56”.
Dwudziestu naukowców z IPN uczestniczyło w tym opracowaniu. Okazuje się, że w kierownictwie ówczesnej bezpieki, sądownictwie i służbie więziennej Polacy nie stanowili nawet połowy kadr, a 37,1% stanowisk, w tym te najwyższe piastowali żydzi, głównie absolwenci kursów NKWD w Gorkim w latach 40-tych, dawni przedwojenni działacze KPP i agenci bolszewiccy w II Rzeczpospolitej. Przygotowywani byli do tego zadania już od 1940 roku.
W powojennej Polsce gdzie mniejszość żydowska stanowiła niecały 1% ludności taka ilość przedstawicieli tego narodu w aparacie represji może budzić słuszne zastanowienie. Czy przysparzało to sympatii mniejszości żydowskiej wśród ludności polskiej? Czy naród zdradzony przez aliantów i oddany na pastwę bolszewików nie mógł czuć dodatkowego rozżalenia tego typu nadreprezentacją jednej mniejszości?
W 1947 roku pod datą 17 czerwca Maria Dąbrowska napisała w swoim dzienniku:
"UB, sądownictwo są całkowicie w ręku Żydów. W ciągu tych przeszło dwu lat ani jeden Żyd nie miał procesu politycznego. Żydzi osądzają i na kaźń wydają Polaków". ( w I wydaniu Dzienników z 1988r. to zdanie jak i wiele innych zostało usunięte – dlaczego?)
Jest jakoś tak przyjęte, że o narodzie wybranym można mówić tylko dobrze, albo wcale. Takie informacje jak te podane w wydawnictwie IPN-u nie interesują największych mediów i wysoko-nakładowej prasy. Informacja o tym opracowaniu nie przebiła się jakoś szerzej do opinii publicznej.
Zwalczane przez GW wraz z jej satelitami Radio Maryja nigdy nie bało się prawdy historycznej i z tego to powodu przylepiono tej rozgłośni etykietę „antysemickiej”.
Prawda tam przedstawiana mówiąca, że wśród żydów byli też źli i nikczemni ludzie to przecież według dzisiejszych norm antysemityzm w czystej formie.
Co z tego, iż wiele razy w tej rozgłośni słychać było słowa uznania na temat takich wybitnych Polaków pochodzenia żydowskiego jak Marian Hemar (Jan Marian Herscheles)?
Mówiono o lekarzu Ludwiku Hirszfeldzie, słynnych historykach; Szymonie Askenazym i Wilhelmie Feldmanie. Niejednokrotnie wiele dobrego można było usłyszeć o Dorze Kacnelson, Bernardzie Mondzie-generale dowodzącym 205 pp w bitwie warszawskiej 1920 roku.
Niestety to Radio Maryja i Nasz Dziennik przypominał również o wymordowaniu przez żydowskich partyzantów mieszkańców polskich wsi Naliboki i Koniuchy.
Pech tej rozgłośni polega na tym, że potrafi z imienia i nazwiska wymienić takich zbrodniarzy jak Morel, Wolińska, Stefan Michnik, i wielu innych przedstawicieli mniejszości żydowskiej, którzy działali na szkodę polski.
Znamiennym jest też fakt, że reaktywowana w Polsce żydowska loża B'nai B'rith zdelegalizowana dekretem prezydenta Mościckiego w 1938r. jako swoje pierwsze zadania określiła kwestię roszczeń żydowskich i problem Radia Maryja.
Wracając do Tomasza Grossa to ciekawa hipotezę jego gorliwości w tropieniu polskiego antysemityzmu przedstawił publicysta Antoni Zambrowski, którego nikt o antysemityzm podejrzewać nie może.
„Nie darmo więc już po jego pierwszej książce "Sąsiedzi" mówiono w Warszawie: "Łże jak Gross".Jan Tomasz Gross był w 1968 roku więźniem marcowym, załamał się w śledztwie i obciążył swych kolegów. Czytałem jego zeznania w materiałach własnego śledztwa i pamiętam obrzydliwości, jakie ze strachu opowiadał przesłuchującym go oficerom SB. Dziś odreagowuje swe frustracje, obciążając odpowiedzialnością za ówczesny komunistyczny antysemityzm Bogu ducha winny naród polski”.
Może było też coś na rzeczy w słowach skreślonych ręką Antoniego Słonimskiego (pochodzenie żydowskie), w „Wiadomościach literackich” (nr 35 z 31 sierpnia 1924 r.)
"Oprócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew, fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić".


Komentarze
Pokaż komentarze (9)