Muszę postawić te pytania. I wolę zrobić to publicznie, a nie w formie plotek na politycznych korytarzach.
Sprawa dotyczy przecież prominentnego posła PO, zaś informacje powielane w dziesiątkach rozmów – z udziałem najważniejszych polskich polityków – brzmią bardzo poważnie i niepokojąco.
Czy poseł Palikot ma problem zwany przez seksuologów „kompleksem małego członka”?. Czy prawdą jest, że jego obnoszenie się z wielkim sztucznym penisem ma związek z terapią u znanego seksuologa? Czy dawna ucieczka w biznes, rozpaczliwe kreowanie się na „maczo”, nawoływanie do zniszczenia katolickiego kapłana, ma tak w rzeczywistości zamaskować ten wstydliwy dla mężczyzny problem? Czy te wszystkie gadżety, podkoszulki, lwia grzywa i pseudo-męskie ataki są stosowane przezeń w reakcji na problemy w zakłóconych relacjach z płcią przeciwną?
Czy w takiej sytuacji, w takim kontekście, poseł nie traktuje prowadzonej przez siebie polityki jako formy reagowania na osobiste kompleksy?
Stawiam te pytania, gdyż w nieformalnych rozmowach stawia je duża część środowiska politycznego, mniej lub bardziej złośliwie, z mniejszym lub większym niepokojem przyglądając się działalności posła Palikota. Ale czym innym jest używanie tych pytań do zakulisowej walki politycznej, w której plotka jest silnym narzędziem, czymś innym zaś publiczne ich postawienie – w oczekiwaniu na jednoznaczne, formalne stanowisko posła i opinię lekarzy seksuologów dbających o jego zdrowie. Czy doczekamy wyjaśnień?
Czy poseł Palikot nie wyolbrzymia swojego wstydliwego problemu?
Przepraszam, słowo „wyolbrzymia” w tym kontekście brzmi niestosownie.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)