Dopóki nie ma stworzonej silnej i słusznej alternatywy na politycznej arenie salon większej krzywdy Platformie Obywatelskiej nie zrobi.
No cóż, może pogrozić palcem jak w wypadku Czumy, aby dać do zrozumienia, że w każdej chwili na każdego z ministrów może się znaleźć jakaś „wanna, Wasermana”, ale główny plan i scenariusz pozostaje bez zmian.
Tenorzy i jednocześnie świetni treserzy Olechowski TW „Must” oraz jego oficer prowadzący Gromosław Czempiński muszą nieustannie dbać o to, aby oba buldogi pozostawały w oddzielnych klatkach i nie miały możliwości się obwąchiwać.
Jednak coś się ostatnio zmieniło.
Do tej pory buldog z jednej klatki był nieustannie okładany kijem, podczas gdy drugiemu podtykano pod pysk piękne połacie świeżego mięsiwa by merdał ogonem i poddańczo kładł się na grzbiecie.
Atak na Czumę był szokiem dla PO i uzmysłowił im, że nie samą marchewką partia żyje. Jest jednak i kij, którego nie dostrzegano lub o nim zapomniano, a on wisiał cały czas nad grzbietem.
Dopóki treserzy nie postawią na jakiegoś nowego szczeniaka nadającego się do przyspieszonego chowu i tresury trzeba dalej rąbać to samo drzewo.
Obie największe partie i ich elektoraty trzeba nieustannie napuszczać na siebie. Trzeba dzień i noc pracować nad tym, aby buldogi szczerzyły do siebie zęby, stroszyły grzbiety i ujadały z nienawiści.
Najważniejsze jest jednak pilnowanie, aby klatki były bezpiecznie zamknięte. Od tego zależy bezpieczeństwo i przyszłość treserów.
„Nie wojna, a pokój” wyszczekał buldog najwięcej okładany kijem, co zatrwożyło treserów, którzy zauważyli, że on już zrozumiał stara prawdę mówiącą „w jedności siła” albo „zgoda buduje”..
W mediach te słowa Kaczyńskiego wszyscy starają się sprowadzić do zwykłego, powierzchownego zabiegu zmiany wizerunku. Jednak wywiad, jaki przeprowadził Łukasz Warzecha z prezesem PiS, w którym Kaczyński mówił o szukaniu obszarów, w których mógłby z PO współpracować świadczy dobitnie o czymś zupełnie innym i śmiertelnie dla treserów groźnym.
Na razie tylko jeden z buldogów zrozumiał, że otwarcie klatek to nie koniecznie musi być krwawa jatka. Możliwość obwąchania się może doprowadzić do tego, że oba psy zrozumieją, że wolność da im jedynie wspólna akcja wymierzona przeciwko przebiegłym treserom i podgryzienie im po dwudziestu latach gardeł.
Teraz wszystko zależy od tego jak silne jest pragnienie opuszczenia klatki przez drugiego buldoga i czy tli się jeszcze w nim jakaś pozostałość instynktu wolności? Czy potrafi zrezygnować ze sztucznego i wygodnego dokarmiania przez pręty i ruszy z towarzyszem z sąsiedniej klatki na wolność?
Co zwycięży?
Wygodnictwo i własny interes czy wolność, która wymaga jednak niezależności i ciągłej walki o to by znowu nie wylądować w klatce?


Komentarze
Pokaż komentarze (11)