Przed południem dowiedzieliśmy się od Donalda Tuska, że Prezydent nie zastosował się do instrukcji rządowych na szczyt NATO i w ten sposób postąpił wbrew stanowisku rządu.
Wynikało z tego, że Donald Tusk wbrew dotychczasowej swojej praktyce polegającej na uległości, zalecił Lechowi Kaczyńskiemu sprzeciwienie się uzgodnionej już przez mocarstwa i pozostałych członków kandydaturze premiera Danii.
Tusk przeciwko całemu NATO? – pomyślałem – przecież to niewiarygodne. Skoro chciał grać tak ostro to czemu nie znalazł czasu na spotkanie się z Prezydentem przed szczytem?
Mijały godziny i stopniowo kłamczuszek dociskany o te instrukcje stwierdził, że Lech Kaczyński doskonale wiedział jakie jest stanowisko rządu, a żadnych pisemnych instrukcji nie było.
Więc może były to jakieś ustne zalecenia?
Na sto procent wiadomo, że ani osobiście ani telefonicznie na ten temat szef rządu z głową państwa nie rozmawiali.
I tu cały PR zaczyna się sypać.
Według jednych instrukcje zostały przekazane prezydentowi przez ministra Sikorskiego w samolocie lecącym na szczyt. Pełny profesjonalizm.
Jest jeszcze druga wersja, która mówi ustami rzecznika ministerstwa spraw zagranicznych Piotra Paszkowskiego, że stanowisko rządu ws. poparcia dla kandydata na szefa NATO zostało przekazane do kancelarii prezydenta "jakieś dwa, trzy dni temu".
Kolejna sprawa to kłopoty Lecha Kaczyńskiego z telefonicznym kontaktem z szefem rządu.
Tusk pytany przez dziennikarzy twierdzi, że zamiast do niego na Parkową prezydent dzwonił do Tomasza Arabskiego. Dociskany przyznaje, że spał.
Czyli do południa widzieliśmy wielce zbulwersowanego i niezwykle przejętego walka o pozycję Polski premiera Donalda Tuska, któremu wraży Kaczor miesza szyki.
Po południu okazało się, że z tego całego zaangażowania i troski o prestiż Polski premier zapomniał spotkać się z prezydentem przed szczytem, nie przekazał mu pisemnych instrukcji , a w chwili kiedy ważyły się losy tak leżącej mu jeszcze rano na sercu polskiej racji stanu po prostu usnął.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)