320 obserwujących
2286 notek
2318k odsłon
4773 odsłony

„Michnik popełnił tym samobójstwo. Proszę byście go traktowali

Wykop Skomentuj35

Tytułowa wypowiedź Jarosława Marka Rymkiewicza po ogłoszeniu skandalicznego wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie to nie jest skutek zdenerwowania czy dezaprobaty ściganego w III RP poety.

Te ze spokojem wypowiedziane słowa to prorocza, jak przystało na wielkiego poetę, zapowiedź kresu panowania, sztucznie wykreowanego po 1989 roku salonu, w którym to dziele stworzenia, „demokrata” i piewca „wolności słowa” Michnik, ścigający dzisiaj swoich krytyków, odegrał główną rolę.

Ten kres i zbliżający się koniec zapowiada się żałośnie i obfitować będzie jeszcze w wiele takich spektakularnych konwulsji, podczas których zamiast polemiki i walki na argumenty decydujący głos zostanie oddany sądom i sędziom wyhodowanym przez ten salon, dzięki czemu w ich wypranych przez lata umysłach obrona establishmentu III RP utożsamiana jest z obroną demokracji za pomocą naginania prawa.

Można śmiało powiedzieć, że tak jak komunistom skórę chroniły resorty siłowe z indoktrynowanymi przez lata funkcjonariuszami MO, ZOMO i LWP tak salonowców ratuje wyhodowane na Gazecie Wyborczej, zmanipulowane stado wykształconych „półinteligentów” usadowionych nie tylko w wymiarze sprawiedliwości.

Adam Michnik przypomina dzisiaj aktora, który przez całe lata odgrywał na scenie swojego teatru jedną i to marną rolę, a fetę, burzliwe oklaski, aplauz i uznanie krytyków zawdzięczał tylko temu, że sam osobiście usadowił tę hałaśliwą klakę na widowni.

Przez lata trwania takiego stanu zapomniał o realiach i jak narcyz uwierzył w swoją wielkość oraz urodę głoszonych prawd i idei, przez co przestał zauważać, ze kosze kwiatów, jakie otrzymywał po każdym spektaklu były fundowane za jego własne pieniądze, które klakierom zapewnił poprzez swoje wpływy. To on ustanawiał „prestiżowe” nagrody dla tych najmocniej klaszczących i rozpływających się w zachwycie „krytykach” i „ekspertach”, czyniąc z nich „autorytety” i „święte” nieomylne krowy.

Wyglądało to tak, jakby towarzysz Gomułka wierzył święcie, że okrzyki „Wiesław! Wiesław!” to spontaniczne i niereżyserowane przez nikogo wyrazy uznania dla jego mądrości i wielkości, okazywane przez klasę robotniczą.

Kiedy Michnik-aktor potknął się w końcu na aferze Rywina i wywinął kozła na środku sceny, z widowni po raz pierwszy na taką skalę rozległy się gwizdy i poleciały pomidory.

On wtedy stanął osłupiały i tak jak Nicolae Ceausescu 21 grudnia 1989 roku na Placu Rewolucji w Bukareszcie nie mógł zrozumieć i pojąć, dlaczego tłum okazuje niezadowolenie ze swojego nieomylnego guru, wyroczni, słońca i zbawiciela.

W jego głowie nie może pomieścić się to, że ktoś wygwizdujący go może mieć rację i bardzo uzasadnione krytyczne zdanie na temat jego dokonań.

W jego umyśle istnieje tylko jedno wytłumaczenie. On padł ofiarą prawicowo-katolico-narodowego i antysemickiego spisku, a jedynym sposobem walki z „faszystami” są rozgrzane sądy i aparat ścigania III RP.

Człowiek, który na samym początku polskich przemian przytulił się fałszywie do Kościoła i w jego kruchcie szukał wiktu i opierunku, później odwrócił się od niego i kąsał rękę, która go karmiła z przerwą na żałobę po śmierci Jana Pawła II, kiedy to zatrudniony w jego gazecie komunistyczny kapuś, Lesław Maleszka (TW Ketman) wydawał dyspozycję by na ten czas „nie dawać ostrych antypapieskich leadów”.

On nie może zrozumieć, że ludzie w końcu dostrzegli ten fałsz, faryzeizm, zakłamanie i zwykłą podłość niemającą nic wspólnego z uczciwością, choćby tylko intelektualną.

Dzisiaj nawet Stefan Kisielewski gdyby żył, to za słowa, w których nazwał Michnika „totalitarystą” wylądowałby przed obliczem sądu i skazano by go na karę grzywny oraz zamieszczenie przeprosin na łamach Gazety Wyborczej.

 W podobnej pułapce psychologicznej znalazł się także Donald Tusk. On również zdaje się nie pojmować, dlaczego tak długo mu „żarło” i nagle „zdechło”.

Zapomina, że przeszedł równie pokrętną drogę, co nasz bohater z ulicy Czerskiej.

Najpierw w czasie pamiętnej „nocnej zmiany” w czerwcu 1992 roku wystąpił w obronie komunistycznej agentury i nie ukrywał w tamtym okresie swojej niechęci do Kościoła Katolickiego. Następnie w 2005 roku cynicznie grzał się w blasku gorliwej wiary i hierarchów, przyjmując hurtowo podczas kampanii wyborczej pakiet aż dwóch sakramentów, czyli bierzmowanie i ślub, których udzielił mu ulubieniec salonu III RP, arcybiskup Gocłowski.

Dzisiaj, kiedy uznał, że bardziej opłaca się zmiana swojej postawy, podobnie jak Palikot zmienił po raz kolejny zdanie i poglądy, wyruszając na wojnę z Kościołem oraz rezygnując z odgrywania spektaklu pod tytułem „zbiorowe przedświąteczne rekolekcje parlamentarzystów Platformy Obywatelskiej”.

Widzimy wyraźnie, że wszystko, co stworzył po 89 roku salon III RP cuchnie na odległość oszustwem, zakłamaniem i niebywałą wprost hipokryzją.

Panowie Michnik, Tusk i cała reszta tej magdalenkowej szajki muszą zrozumieć, że nie istnieje żaden wymierzony przeciwko nim spisek.

Po prostu tak to jest na tym świecie, że nawet najlepsze i najdroższe perfumy przestają działać wówczas, kiedy bród i smród gromadzony przez lata powoduje już taki fetor, którego nie da się niczym zabić.

A przecież było kiedyś takie proste rozwiązanie. Wystarczyło się systematycznie myć, zamiast liczyć na hektolitry perfum wylewanych nieustannie przez medialnych pajaców do wynajęcia i pseudo-autorytety.

Artykuł opublikowany w tygodniku Warszawska Gazeta

 

Wykop Skomentuj35
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale