Drań Filip Desportes uciekłszy z naszej Rzeczypospolitej (uciekał wespół ze swoim Walezym), napisał bezlitosne „Pożegnanie Polski”. W tymże wywnętrzał się pod adresem szlachty naszej, czyli obywateli sarmackich:
O, barbarzyński narodzie swarliwy,
Próżny, chełpliwy, gadatliwy, chciwy,
Co płoniesz dzień i noc jednym pragnieniem:
W mdłej chałupinie kufel puszczać kołem,
Chrapać na stole lub drzemać pod stołem
I za to słynąć pod Marsa imieniem!
[przeł. JK]
Jan Kochanowski odpowiedział mu, że woli zasnąć pod stołem, niż na śpiąco zostać wyrzuconym przez okno. To jednej strony aluzja do „Nocy św. Bartłomieja”, a z drugiej – opowiedzenie się naszego sarmackiego wieszcza ZA miernością „mdłej chałupiny”: wieszcz woli ją od „marmórowych” pałaców. No i podejrzewamy w związku z tym, że owa „mdła chałupina” – to także czarnoleska rezydencja poety Jana. Wszak na pewno nie była ona ani pałacem, ani nawet dworkiem. A już zupełnie nie mogła przypominać budynków notorycznie widywanych przez nas na współczesnych filmach (Wajda) i na nieodmiennie wzruszających nas (mnie na pewno) rysuneczkach (Andriolli, Szancer): tych, które ukazują budyneczki z gankiem na osi i z alkierzykami. No bo nie. Rezydencja Kochanowskiego wyglądała inaczej, zdecydowanie bardziej po wsiowemu. Przypominała raczej ów „błotny dworek […] snopkiem odziany”, o którym pisał bezpośredni (jak go wonczas oceniano) następca Kochanowskiego, pan Kasper Miaskowski. Bo „inszy niechaj pałace marmórowe mają”.
Co więcej? Więcej napisałem TU KLIKNĄĆ PROSZĘ, z ukłonem się polecając zapraszam.


Komentarze
Pokaż komentarze