"Królu! ty złota i srebra masz w bród, | Żaden z monarchów nie może ci sprostać…"| domniemany posąg św. Ludwika, katedra w Reims
"Królu! ty złota i srebra masz w bród, | Żaden z monarchów nie może ci sprostać…"| domniemany posąg św. Ludwika, katedra w Reims
Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski
483
BLOG

KRÓL MOHERÓW. BEZ ŻENADY

Jacek Korabita Kowalski Jacek Korabita Kowalski Kultura Obserwuj notkę 0


I. Na dziś
Dziś świętego Ludwika. 

Ten-ci pasuje na dziś jak żaden inny. Wprawdzie jest jeszcze święty Franciszek, bo ten trubadur Pana Boga pasował, pasuje i będzie pasował zawsze – wszak piosenka jest dobra na wszystko, czyli że zawsze możemy uczynić tak, jak uczynił święty Franciszek: porzucić świat i zostać Bożym żebrakiem.

Jednakowoż jeśli ciąży na nas odpowiedzialność, od której uciec
w żebractwo po prostu nie wypada – kiedy zatem mamy problemy
z państwem, administracją, podatkami, sądem, spadkiem oraz – uwaga – obrazą uczuć religijnych, to znaczy publicznym bluźnierstwem  - uciekajmy się do świętego Ludwika, który osobą swą uświęcił rozwiązywanie spraw administracyjnych.


II. Postanowienie o świętości administracyjnej
Postanowił bowiem sobie być świętym rządząc święcie, mimo że władza – jak powszechnie wiadomo i co się łatwo rozgrzesza – korumpuje. Czy to się da? Dało się, jak się wydaje, mimo licznych ograniczeń i zawirowań. 

III. Król moherowy
Jednocześnie jednak wypada zaryzykować tezę, że święty Ludwik był królem moherowym. Nie nosił-ci on wprawdzie odnośnego beretu, ani też nie był dewotem: był świętym. Jego „świętość” zasadzała się w jego rozumieniu na byciu chrześcijaninem pobożnym i zacnym oraz szlachetnym w każdym calu, pełnym umiarkowania, waleczności, roztropności i sprawiedliwości, a kiedy trzeba i Bożego szaleństwa, oczywiście. 

IV. Preudomme
Ale jednak… tu trzeba podać jakąś w miarę pewną definicję; odwołajmy się zatem do sławnej rozmowy, którą król przeprowadził ze swoim przyjacielem – seneszalem Szampanii, Jeanem de Joinville. Oto relacja tego ostatniego: 

Raz, kiedy król był wesół, rzekł do mnie: „Seneszalu, podajcie mi przyczynę, dla której człowiek szlachetny [preudomme] więcej jest wart niźli dewot [beguin]”. I tak rozpoczęła się dysputa pomiędzy mną a mistrzem Robertem [de Sorbon]. Skorośmy już kęs przedysputowali, król sam wyrzekł swój osąd, powiadając: „Mistrzu Robercie, pragnąłbym posiąść miano człowieka szlachetnego; niechajbym nim został, a cała reszta niechajby tobie przypadła; bo człowiek szlachetny jest rzeczą tak wielką i tak dobrą, że kiedy się wypowiada jego miano, wypełnia ono całkiem usta”. 

V. Moher idealny
Tak spoglądał na tytuł człowieka „szlachetnego”, Ludwik – który fundował kościoły i klasztory, obmywał biedakom nogi, ba, zakonników angażował do rządów państwem, a w wolnych chwilach dyskutował ze swym przyjacielem, Jeanem de Joinville o rzeczach najważniejszych i mniej ważnych, na wakacjach zaś ciął Saracenów na plasterki, jadąc bądź biegnąc w pierwszym rzędzie krzyżowców z mieczem w ręku. 

Ten sam uważał wszakże, jak widzimy
z powyższego cytatu, że bycie „dewotem” („pobożnisiem”, - to ów wspomniany „beguin”) nie jest wyborem najlepszym, choć pewno też nienajgorszym. Bez wątpienia należałoby teraz przeprowadzić osobne studia nad znaczeniem tychże słów oraz porównać owo znaczenie do „mohera”, co wymaga czasu – więc obędziemy się bez nich. Zauważmy jednak, że król był dewocja przesiąknięty, jednak nigdy nie oddał Kościołowi rządów państwem. Był, jako się rzekło, niezwykle odpowiedzialny
i nie zaślepiony – acz jednak, oczywiście, jako chrześcijański rycerz zaliczył parę nieroztropnych zachowań, choćby właśnie wystawiając się na wojenne niebezpieczeństwo
w pierwszym szeregu swoich rycerzy,
o czym wspomniałem przed chwilą. 


VI. Joinville jak „Kwiatki”

Cytowana już tutaj „Historia świętego Ludwika” (czy też „Pamiętniki”, czy też „Księga czynów…” etc, bo różne tytuły się do tego dziełka przyplątywały) jest dla dziejów tego króla tym, czym są Kwiatki dla dziejów świętego Franciszka. W tle owej przepysznej relacji pozostają wprawdzie sprawy finansów, po części także sprawiedliwości (podkreślanej jednak mocno), administracji i tak dalej; a były one przecież niesłychanie ważne dla monarchii świętego Ludwika, który jak nikt doceniał je, i przez ich odpowiednie regulowanie do rozkwitu państwa doprowadził. Księga Joinville’a skrzy się za to anegdotami rycerskimi, dworskimi, teologicznymi. Radzę poczytać.

 

Parę fragmentów cytuję jeszcze dziś TUTAJ, NA PORTALUWWW.PCH24.PL, a jeden – poniżej. To samo – jakże wzruszające – zakończenie opowieści seneszala Szampanii, w przekładzie Marzeny Głodek („Czyny Ludwika Świętego króla Francji”, Warszawa 2002; wcześniej cytowałem przekłady własne):

 

Widziałem go pewnego razu śpiąc: to znaczy, wydało mi się w moim śnie, że widzę go przed moją kaplicą w Joinville, i był – według mego zdania – cudownie radosny i z radością w sercu, i ja sam byłem niezwykle uradowany, ponieważ widziałem go w moim zamku, i powiedziałem do niego: „Panie, kiedy stąd odejdziecie, ugoszczę was w moim domu, który znajduje się w mojej wiosce Chevillon”. I on odpowiedział, śmiejąc się, i powiedział: „Panie de Joinville, na ufność, którą jestem wam winien, nie pragnę wcale tak szybko stąd odchodzić”.

 

Kiedy obudziłem się, zacząłem zastanawiać się i pomyślałem, że podobałoby się Bogu i jemu, gdybym go ugościł w mojej kaplicy, i tak zrobiłem, bo ustawiłem dla niego ołtarz, na chwałę Boga i jego chwałę, gdzie na zawsze będzie się śpiewać na jego chwałę, ustanowiłem wieczna rentę, aby tak robiono.

 

[…] Zostało to spisane w roku łaski tysiąc trzysta i dziewiątym, w miesiącu październiku.

 

Zapraszam raz jeszcze na pch24.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura