Dostrzegając niezbędność kontaktów ze światkiem dziennikarskim i konkretne płynące z tego korzyści, politycy nie lubią dziennikarzy. Niechęć, nienawiść i strach powodują, że w niektórych kręgach partyjnych ukuto epitet „dziennikarskie najmimordy”. Nie jest to w żadnym wypadku mój wymysł. Zaprzyjaźniony ze mną poseł (pozujący ostatnio na abstynenta) po kilku głębszych podzielił się ze mną taką oto uwagą: wpuściłem ostatnio jedną ... heep ... dziennikarską najmimordę w maliny! Ładnie powiedziane, prawda? Parlamentarnie!
Cóż oznacza zwrot „wpuścić dziennikarską najmimordę w maliny”? Służę tłumaczeniem z poselskiego na polski. Podsunąć dziennikarzom temat, na którym politykom zależy; użyć słów, które natychmiast zostaną „puszczone w świat”. Z czym mamy do czynienia? Z prowokacją, manipulacją i próbą przejęcia władzy nad mediami. I dodam jeszcze: z naiwnością braci dziennikarskiej!
Kolejni szefowie rządu i ich totumfaccy wieszają psy na pismakach. Jednocześnie nie potrafią się obejść bez podstawionego pod nos sitka mikrofonu, obiektywu kamery czy dziennikarskiego notesu.
*
Kretyn (z LiD, PO, PSL czy PiS) odebrał wczesnym rankiem telefon ze znanej stacji telewizyjnej. Zaproszono go do studia – będzie komentował aktualne wydarzenia polityczne. Innego kretyna (z LiD, PO, PSL czy PiS) zaprosiła do swojego programu znana dziennikarka radiowa. Kolejnego kretyna (z LiD, PO, PSL czy PiS) przepytuje wywiadowca gazetowy.
Największą nobilitacją dla szeregowca partyjnego jest telewizyjny lub radiowy występ. Prężą wówczas nadwątlone muskuły i starają się wykrzesać z (niezbyt aktywnych) mózgów ślady inteligencji. Skutek owych zapasów z własną inteligencją bywa różny. Częściej żałosny i śmieszny niż budujący dobry obraz polityka.
Kretyn powiadamia o niespodziewanym szczęściu żonę, teściową, matkę, sąsiadów i pędzi do swoich partyjnych mentorów z prośbą o instrukcje. Po drodze odczytuje kilka hasełek ze Słownika wyrazów obcych – a nuż się przyda?
Uzbrojony w „dużą” wiedzę, instrukcję i w niebywale zdyscyplinowany intelekt rusza na spotkanie z dziennikarzami. Już on im powie! W końcu świat dowie się z jakim intelektualnym tuzem ma do czynienia.
Z zazdrością obserwowałem i obserwuję do dziś występy estradowe różnej maści danserek i szansonistek. Wielkie brawa za odwagę i… tylko za odwagę. Słuchu bowiem matka natura poskąpiła, poczucia rytmu nie dała w ogóle, a na muzyczne wykształcenie czasu zabrakło. Czasu zabrakło i potrzeby zabrakło, bo też geniusz uczyć się nie musi!.
Kretyn (z LiD, PO, PSL czy PiS) święcie przekonany o swoich „przewagach” czasu na zdobywanie wiedzy nie znalazł. Wydukać trzy zdania potrafi (czasem nawet nie całkiem pozbawione sensu). Cóż mu więcej potrzeba? Tylko jednego: ciętego języka i dużej dawki chamstwa. „Przypaprać” facetowi z PiS – to zadanie kretyna z PO. „Przypaprać” facetowi z PO – to zadanie kretyna z PiS. A obok kretyna (z LiD, PO, PSL czy PiS) siedzi dziennikarz, podtyka mu pod nos sitko mikrofonu i zaciera ręce z radości. Udało się zapełnić kilka minut programu.
A przed telewizorami, głośnikami radiowymi siedzi elektorat i w żaden sposób nie może zrozumieć kto zagłosował na Bandurę. Nikt się nie przyznaje, nikt nie pamięta, żeby głosował. Niestety ktoś zagłosował, a ktoś kretyna promuje.
Ludzie to kupią, byle na chama, byle głośno, byle głupio – zakończę wczesnym Młynarskim.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)