Ziobro Zbigniew ciągle jest młodym człowiekiem. Inni powiedzą: Ziobro jest stary – opinia podfrówajek nastoletnich, jeszcze inni uznawać będą posła Ziobro za człowieka w wieku średnim. Optyka takiego widzenia zależna jest od wieku postrzegającego.
Dla mnie Zbigniew Ziobro jest młodzieniaszkiem, bardzo dobrze się zapowiadającym (jak długo można się dobrze zapowiadać? – zapytam za Przyborą). A jest mimo trzydziestu kilku lat (fizycznych) ciągle nastolatkiem. Popełnia bowiem błędy, które dorosłemu człowiekowi nie przyszłyby nawet do głowy. Szczególnie w przypadku, w którym dorosły człowiek ma głowę wypełnioną mózgiem. A mózg ów odznacza się jakimś ilorazem inteligencji (mówię o IQ choćby powyżej 100, z tym, że mile widziane są te powyżej 140).
Nie znam IQ Zbigniewa Ziobry. Sadząc jednak po jego wypowiedziach skłonny byłby utrzymywać, że iloraz ten nie przekracza 100. Wypowiedź jaką był łaskaw z siebie Ziobro Zbigniew wydalić 23 września, podczas przez siebie zwołanej konferencji prasowej, świadczy o tym, że zapomniał o prostym fakcie:, inteligencja jest przyrodzoną cechą człowieka.
Cechę tę posiadają wypowiadający konkretne kwestie. Posiadają ją również ci, którzy kwestie te odbierają. Przyjąłem informacje Ziobry Zbigniewa, przeanalizowałem i mówię: panie Ziobro Zbigniewie zamilknij Pan wówczas, kiedy nie ma Pan nic do powiedzenia.
Cóż takiego powiedział eks minister i ciągle poseł Ziobro? Poseł omawiał wyniki egzaminu na aplikację adwokacką. Egzamin na aplikację to wg Ziobry dowód na sabotaż Ćwiąkalskiego?
Tegoroczny egzamin na aplikację adwokacką zdało niespełna 15 procent chętnych - wynika z nieoficjalnych danych Naczelnej Rady Adwokackiej. Resort sprawiedliwości tłumaczy to tak: poprzednie egzaminy były zbyt łatwe. Według Zbigniewa Ziobry, to powrót do ochrony interesów korporacji.
Egzamin na aplikację okazał się za trudny. Test na aplikację adwokacką składał się z 250 pytań. Aby zdać, należało odpowiedzieć dobrze na 190 z nich. Wstępne szacunki mówią, że w niektórych regionach na aplikację dostało się zaledwie kilka procent zdających. Na przykład w Gdańsku na 153 egzaminowanych zdało zaledwie 14 osób.
Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej Joanna Agacka-Indecka, większość zdających ocenia test jako bardzo trudny, nadmiernie szczegółowy i wymagający zbyt obszernej wiedzy. „Test nie powinien być egzaminem-pułapką, ale weryfikacją wiedzy absolwentów prawa, tak by grupa aplikantów na pierwszym roku miała ten sam poziom wiedzy”.
„Egzamin powinien sprawdzać wiedzę, a nie eliminować przyszłych adwokatów” - uważa poseł Ziobro. I dodaje: „Nie chce mi się wierzyć, by celowo podniesiono poprzeczkę egzaminacyjną, ale jeśli te wyniki potwierdzą się, będzie to dowodem na sabotaż ministra Ćwiąkalskiego, który w ten sposób eliminuje konkurencję i chroni interesy korporacji, do której należy.”
Czytam te zdania i nie mogę w nie uwierzyć. Cóż bowiem to oznacza? Egzaminy powinny być banalnie łatwe, studenci prawa powinni wynajmować „staczy” do obecności podczas wykładów i egzaminów. Powinni zlecać pisanie prac dyplomowym osobom drugim. Wiedza prawnicza nie powinna być ich mocną stroną. Powinni natomiast mieć zapewnioną aplikację adwokacką, bo tako rzecze Ziobro.
A ja chcę (o ile dojdzie do takiej sytuacji) być bronionym przez adwokata, który znalazł się w grupie 15% zdających, która to grupa zdała egzamin. Cóż bowiem oznacza ta 15% grupa. Ano tylko tyle, że można być dobrze przygotowanym do egzaminu i że można go zdać. Znaczy to również tyle, że 85% było źle przygotowanych.
A ja chce wierzyć, że lekarz który mnie leczy i adwokat który mnie broni są dobrze przygotowani do zawodu. Nie są natomiast nominowanym niedouczkami z nominacji posła Ziobry, któremu ciągle dobrze życzę, oczekując kiedy intelektualnie dorośnie.



Komentarze
Pokaż komentarze (15)