Umarł Maciek, umarł i leży na desce, gdyby mu zagrali podskoczył by jeszcze. Zagrali i Maciek podskoczył. Maciek, sorry Edward i to na dodatek Graczyk. Uśmiercony kilka lat temu Edward Graczyk, były pracownik SB zmartwychwstał i ma się bardzo dobrze. Od dziennikarzy opędza się jak od much, za to prokuratorom IPN wyjaśnia to i owo.
Głównie „owo” wyjaśnia. A jest to „owo” dosyć szokujące. Mimo stugębnej plotki, głoszącej, że Graczyk zwerbował młodego Lecha Wałęsę, były esbek nic o tym nie wie. Owszem rozpoznaje pokwitowanie na kwotę 1500 zł dla Wałęsy, ale twierdzi, że był to zwrot kosztów podróży kolejowej dla Wałęsy. Hmm, pomijając (chwilowo) fakt czy pokwitowanie jest prawdziwe, to należy zastanowić się skąd i dokąd dojeżdżał Wałęsa na rozmowę. 1500 zł była to w 1970 roku równowartość miesięcznej pensji. Być może więc Wałęsa dojeżdżał do Berdyczowa!
Wróćmy teraz do kwestii wiarygodności dokumentów SB. Wierzyć, czy nie wierzyć? IPN, a w ślad za tą podejrzaną instytucją wielu polityków twierdzi: esbekom nie wierzymy, bo ci kłamią jak psy, ale w dokumenty przez nich wytworzone wierzymy bez zastrzeżeń. No prawie bez zastrzeżeń – bowiem w lojalkę Kaczyńskiego nie wierzymy.
Nie wierzę ani w dokumenty SB, ani samym esbekom. Nie wierzę, bo wierzyć nie chcę. Bo nie obchodzi mnie kto był agentem, a kto nie był. Mamy XXI wiek, żyjemy w demokratycznym kraju, który od czasów bezpieki dzieli dystans co najmniej 20 lat. Niech byli esbecy i ich kapusie we własnym sumieniu rozstrzygną czy nie mają sobie nic do wyrzucenia. Ja im odpuszczam, wszystkim bez wyjątku. I Lechowi Wałęsie, jeżeli „kablował” też odpuszczam. A jeżeli moje odpuszczenie wałęsowych win nie wystarczy, to historia mu wybaczyła już dawno. Bowiem na szali dokonań Wałęsy znajduje się przywództwo ruchu, który wyrwał Polskę i pół Europy z objęć „wielkiego brata”.
Niestety poza moimi poglądami na esbecję i lustrację istnieją prawa lustracyjne. A te nakazują urzędnikom publicznym złożenie oświadczeń lustracyjnych, które potem bada sąd. Sąd w przypadku oświadczenia lustracyjnego Wałęsy zbłaźnił się kompletnie. Z niewiadomych powodów sąd pogrzebał najistotniejszego świadka w sprawie Wałęsy. Sąd – mówiąc dość oględnie – nie dopełnił należytej staranności badając sprawę.
W ślad za sądem, ten sam błąd popełnili „historycy” Cenckiewicz i Gontarczyk. Oni również nie dopełnili należytej staranności. Śmiem więc twierdzić, że i książka obu osławionych historyków i wyrok sądu lustracyjnego są powodem rozgłośnego śmiechu dawnych esbeków, świętujących swój kolejny sukces w walce z demokracją.
37
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (6)