12 obserwujących
177 notek
133k odsłony
266 odsłon

Nasza firma to symbol pokoju

Wykop Skomentuj

Północnokoreański reżim na gwałt potrzebuje zachodniej waluty, dlatego postanowił zaprosić zagranicznych turystów na morską wycieczkę wzdłuż wschodniego wybrzeża kraju. Pierwszy rejs odbył się we wrześniu.  Reklamowany jako ekskluzywny statek wycieczkowy „Mangyongbyong”, zacumowany w północnokoreańskim porcie Rajin, okazał się 40-letnim, zdezelowanym promem, przypominającym raczej przestarzały parowiec. Ciasne kajuty i śmierdzące, pozbawione bieżącej wody łazienki nie mogą konkurować z luksusami na statkach takich jak Cunard, Carnival czy Princess. Nie jest to jednak konieczne. Rejs na pokładzie „Mangyongbyong” to najnowsza turystyczna oferta Korei Północnej, operatorzy nie muszą więc obawiać się żadnej konkurencji.


Jak sami przyznają, jedynym wyzwaniem będzie przyciągnięcie dostatecznej liczby pasażerów. Oficjele reżimu północnokoreańskiego, który desperacko potrzebuje zachodniej waluty, szukają turystów zainteresowanych morską wycieczką wzdłuż wschodniego wybrzeża tego zubożałego kraju. Na początku września „Mangyongbong” odbył próbny rejs, trwający 43 męczące godziny. W ciemnych i zatęchłych kajutach ulokowano ponad 200 osób, niekiedy po osiem w jednym pomieszczeniu. Chińscy turyści i biznesmeni dzielili kabiny z północnokoreańskimi urzędnikami i zagranicznymi dziennikarzami. Zgodę na inauguracyjny rejs wydały bez wątpienia najwyższe władze w Phenianie, stolicy Korei Północnej. Organizator, firma inwestycyjna "Taepung International Investment Group", to spółka założona przez Narodową Komisję Obrony, podlegającą bezpośrednio przywódcy kraju, Kim Dzong Ilowi. Kocham pokój i Półwysep Koreański – obwieścił dyrektor tej spółki, Park Chol Su, stojąc na pokładzie „Mangyongbyong”. – Nasza firma to symbol pokoju. Możemy zatrudnić nawet Amerykanów. Północnokoreański reżim jest jednym z najbardziej hermetycznych i paranoicznych na świecie, ale turystykę uważa za strategiczną gałąź gospodarki. Branża ta jest zwolniona z gospodarczych sankcji ONZ, nałożonych na Kima za rozwijanie programu jądrowego. W ostatnich latach turystyka przynosi Korei coraz większe dochody, jako że obcokrajowcy chętnie korzystają z okazji, by zobaczyć ów kraj na własne oczy.


<p>Wiarygodne statystyki dotyczące liczby turystów są trudno dostępne, ale pewna osoba z koneksjami w branży szacuje, że Koreę Północną odwiedziło w zeszłym roku około 24 tysięcy gości z zagranicy, z czego ponad 80 proc. stanowili obywatele Chin. Ostatnio zorganizowano nawet dwie wycieczki samochodowe dla Chińczyków, którzy mogli wjechać na teren Korei Północnej własnymi autami. Krytycy wskazują, że dochody z turystyki zasilają autorytarny reżim. Entuzjaści odpowiadają, że tego typu inicjatywy otwierają kraj na wpływy z zewnątrz, a finansowy zastrzyk może pomóc zwykłym Koreańczykom przeżyć czasy nędzy. To w dużej mierze dzięki turystyce Kuba przetrwała upadek sowieckiego bloku handlowego po zimnej wojnie – wskazuje John Delury, historyk z "Yonsei University" w Seulu, badający stosunki między obiema Koreami oraz Chinami. – Korea Północna nie może rzecz jasna rywalizować z tropikalną Kubą jako turystyczna atrakcja, ale zapraszanie przez Phenian gości z zagranicy jest pozytywnym sygnałem, oznaką gotowości do silniejszej integracji ze światem zewnętrznym. Najwięcej turystów z Zachodu przyjeżdża na słynny doroczny festiwal Arirang w Phenianie z wyreżyserowanymi masowymi pokazami, Chińczycy natomiast najczęściej odwiedzają przygraniczne tereny. Północnokoreańscy decydenci marzą jednak o przyciągnięciu zamożniejszych turystów, o czym świadczy nowa oferta rejsów. Park mówi, że liczy na udział Europejczyków w kolejnej wycieczce, która odbędzie się prawdopodobnie w październiku. Zapowiada też, że postara się o większy i bardziej elegancki statek.


Dziewicza wyprawa rozpoczęła się pod koniec sierpnia. Grupa kilkudziesięciu obcokrajowców pod opieką Parka przekroczyła granicę na północnym wschodzie Chin i udała się do Rajin, portu, który na mocy decyzji Phenianu tworzy specjalną strefę ekonomiczną. Niektórzy z gości zapłacili 470 dolarów za pięciodniową wycieczkę, składającą się z lądowych i morskich atrakcji. Inni podróżowali za darmo dzięki bliskiej znajomości z Parkiem, który ma chińskie obywatelstwo. Zostali oni namówieni przez chińskie agencje turystyczne, urzędników z Phenianu oraz Parka do promowania północnokoreańskiej turystyki. Do każdego z autokarów przydzielono mówiącego w dwóch językach przewodnika. Przemiły 25-latek, Mun Ho Yong, opowiadał po angielsku o historii swego kraju: – W 1950 roku wybuchła wojna, koreańska wojna, rozpoczęta przez Stany Zjednoczone. Obecnie, jak stwierdził, Korea weszła w fazę „budowy uniwersalnego socjalizmu”.<br />
W Rajin, mieście, gdzie przeważają drogi gruntowe i co jakiś czas odcinany jest prąd, przewodnicy ściśle trzymali się ustalonego programu. Najpierw pokazali gościom olbrzymi portret ojca Korei Północnej Kim Ir Sena, zachęcając do zrobienia pamiątkowych zdjęć, a następnie zaprowadzili ich do teatru, gdzie dzieci odegrały patriotyczne przedstawienie. Tego samego wieczora turyści uczestniczyli w bankiecie, na którym wiceburmistrz miasta Hwang Chol Nam wzniósł toast za Parka, gratulując mu organizacji rejsu. Nie było wcale łatwo – przyznał Hwang, po czym odśpiewał wraz z Parkiem piosenkę karaoke ku czci Kim Ir Sena. Oficjalne uroczystości rozpoczęły się w południe następnego dnia w porcie, z którego odpływają statki transportujące węgiel do Szanghaju. Oficjele w ciemnych garniturach ustawili się na czerwonym dywanie, by wygłosić przemowy. Potem rozległa się hałaśliwa pieśń dedykowana – jakżeby inaczej – Kim Ir Senowi („Marszałek galopuje na białym koniu”). W powietrze wystrzelono konfetti, grupa około 500 uczniów i robotników w uniformach machała flagami i plastikowymi kwiatami, a statek wreszcie wypłynął z doku. „Mangyongbyong” używany był od 1992 roku jako towarowiec, wcześniej jednak służył jako prom pasażerski, przewożący głównie mieszkających w Japonii Koreańczyków z Północy. Byli to członkowie rodzin przymusowo przesiedlonych do Japonii w czasach japońskiej okupacji Korei w latach 1910–1945, którzy podróżowali promem, by odwiedzić swych krewnych w ojczyźnie. Przez pierwsze 21 godzin rejsu statek płynął na południe, a linia brzegowa Korei Północnej widoczna była tylko chwilami. Chińscy pasażerowie wyciągnęli karty do gry. Wiceburmistrz Hwang przebrał się z granatowego garnituru w zieloną koszulkę polo i popijał piwo z obcokrajowcami na górnym pokładzie. Pewien Amerykanin spytał go, czy istnieje ryzyko, że statek wpłynie na międzynarodowe wody i natknie się na okręty obcej marynarki wojennej. – Jesteście w Korei Północnej – odpowiedział Hwang. – Możecie się czuć całkowicie bezpieczni. Chroni was północnokoreańskie wojsko.</p>
<p>Kolacja przypominała posiłek w kantynie w bazie wojsk USA w Iraku: metalowe tace, fluorescencyjne światła, pokrojony w kostkę kurczak i ogórki nakładane chochlą z ogromnych, wspólnych mis. Kelnerki wyrzucały resztki za burtę, ale wiatr przywiewał część odpadków z powrotem na pokład. Następnego ranka statek zacumował w porcie przy parku krajobrazowym u stóp góry Kumgang, nieopodal granicy z Koreą Południową. Tego dnia przewidziano dla turystów piesze wędrówki, pokaz akrobatów oraz projekcję promocyjnego filmu, mającego zachęcić chińskich biznesmenów do inwestowania w park. Po tragicznej strzelaninie z 2008 roku władze Korei Południowej zakazały swym obywatelom przyjazdów w to miejsce, a południowokoreański deweloper wycofał się ze współpracy z rezerwatem. – Teraz znajdujemy się w strefie zmilitaryzowanej; jeżeli zostaniecie z tyłu, zastrzelą was – zażartował Mun, gdy autokary zaparkowały przy skalistej plaży. W hotelu goście mieli do dyspozycji bar i kort tenisowy; zawieziono ich też na pole golfowe. Mogli nawet zrobić zakupy w północnokoreańskiej wersji sklepu wolnocłowego, oferującej między innymi lokalną odmianę viagry (główny składnik – poroże). Droga powrotna zajęła 22 godziny.


Po obiedzie, składającym się z klusek z paczki, na horyzoncie pojawił się port w Rajin. – Zdajemy sobie sprawę, że jest jeszcze sporo niedociągnięć – przyznał Park. Pasażerowie patrzyli tęsknie na autokary, które miały zabrać ich z powrotem do Chin. – Jedna taka wycieczka wystarczy na całe życie – można było usłyszeć w grupie turystów. Statek powoli podpływał do nabrzeża.Nagle rozległ się potężny huk, a cały „Mangyongbong” aż zatrząsł się. Ludzie zaczęli krzyczeć i wskazywać na molo – statek uderzył z impetem w betonową konstrukcję, wgniatając przód kadłuba i rozbijając narożnik przystani na drobny gruz. Kapitan najwyraźniej również nie mógł się doczekać powrotu na ląd.

Źródło: wiadomosci.onet.pl

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości