PRZYGODA, O MOJEJ KSIĄŻCE...
Zygmunt Jan Prusiński
DELIKATNA SPRAWA
Naprawdę, trzeba mieć szacunek do języka, do słowa żywego - jeśli mówimy o poezji, do gramatyki też z interpunkcjami, jeżeli poeta je używa. Dwa podmioty - które zadbały pieczołowicie o ten stan - to najpierw skład druku książki pod nazwą "Boxpol" i wydawnictwo to "Agora" są chorobą błędów, dosłownie, przewlekła to jest choroba. To niczym piekło intelektualne, iż nie czynią to z powołania rasowi literaci, a... pijacy ! Szereg książek wydanych tam wcześniej, jak i cykliczny już słupski Ślad" Związku Literatów Polskich - jako almanach, jest dziwną prowokacją. To jest bolesne, szczególnie kiedy dotyka pojedyńczego autora. A w moim przypadku, to jakaś prowokacja - odważnego - wydawcy.
Jeśli trzymać się liczby błędów, to zostałem rekordzistą nie tylko w Polsce, ale też i rekordzistą świata w literaturze, w dziale poezji, bo w książce pt. "W krainie żebraków słyszę bluesa" odnotowałem (aż !) 33 błędy !!!
To jest mój debiut, i od razu kraksa, wręcz katastrofa ! Redaktorem jest Teodor Bartnicki. Nie znam tego nazwiska. Ja przekazałem wiersze Jerzemu Dąbrowie - Janiszewskiemu !
W moim tomiku wierszy mam pięć ilustracji graficznych autora Piotra Nikela. Artysta powinien się też zdenerwować, bo brak jego danych w książce. Osobiście jestem usatysfakcjonowany tą grafiką, bo idealnie pasują do moich tekstów. Ale to, co uczyniono w całości, woła o pomstę do (Marksa i Engelsa)!
Mało tego, okładka książki, to autorem tego obrazu jest sam Vincent van Gogh i jego słynny obraz, mężczyzna siedzący na krześle ze spuszczoną głową. Też nie ma nazwiska... Mistrza !
- Jeżeli nie wie się, kim był Józef Łobodowski i Edward Chudzyński, to proszę nie przekręcać tych nazwisk, na: "Kobodowski" czy "Chudzńiski"! Akurat oni nie byli komunistycznymi poetami, bo pierwszy mieszkał w Madrycie a drugi w Londynie. Józef Łobodowski, żołnierz gen. Władysława Andersa prowadził polskie radio "Madryt", a Edward Chudzyński, przyjaciel Tomasza Hemara był między innymi redaktorem "Orła Białego". Obydwaj wspomniani, niestety nie żyją.
A teraz przykłady brakoróbstwa. Piszę wiersz na emigracji w Wiedniu, uświęcając mój dziesięcioletni pobyt tam w roku 1991, to wydawnictwo zmienia na 1999 - kiedy już mieszkałem w kraju, (dla historii od 10 Lipca 1994 r.)... Chodzi o wiersz "Dzień zamożnych przemyśleń". Błędy są wyzywające i odbierające cały sens i odbiegające od poszczególnej myśli, zwrotu, bo nie "posag pamięci" a posąg pamięci; nie "czeka" a czekał; nie "wglądało" a wyglądało; nie "żartem mądrości" a żarem mądrości; nie "w milczeniu" a milczenia; nie "powierzchnię" a powierzchnia; nie "względna" a względną; nie "wstęga" a wstęgą; nie "jajowy" a jałowy - i tak dalej. Nie będę zabierał miejsca, iż tam gdzie powinno być ę jest ą - i odwrotnie. Obliczyłem, że gdybym poprawiał te błędy w każdym egzemplarzu pojedyńczo, jakże w niesamowitym mozole, to bym musiał poprawić w sumie 4455 błędów ! - Ile godzin na to potrzeba...
- Jak się cieszyć z takiego debiutu; nawet i o tym zapomniano w książce dopisać. A przecież mało kto wie w kraju, że koresponduję z wieloma ważnymi i wybitnymi przedstawicielami na wszystkich kontynentach świata, z ludźmi kultury, literatury, polityki - choćby z samą królową Elżbietą z Anglii także. W ostatniej do niej korespondencji, poświęciłem jej wiersz, gdzie w nim proszę, "by była królową Polski"... To nie jest śmieszne, królowę kocha i ceni cały świat. Zatem pragnąłem przesłać jej moją książeczkę z dedykacją. Ale nie z błędami. Nie rozumiem i nie pojmuję tej rysy; czyżby to był takowy samotaż literacki ? Jeżeli magistrowie i doktorzy z polonistyki i filologii czynią tak drastyczne błędy językowe i gramatyczne, to komu zawierzyć w obronie pięknego języka polskiego przy dzisiejszej nowoczesnej technologii ? Widocznie system w PRL nie dbał o to, bo i po co: "Polacy nie gęsi"... No właśnie wiem o tym, że nie gęsi... a jednak !
(8 lat temu: Styczeń 2002)



Komentarze
Pokaż komentarze