Zygmunt Jan Prusiński
Jerzy Izdebski
BLUES PRUSIŃSKIEGO
{Moja opinia o dziadostwie słupskim}
Zbiór wierszy Zygmunta Jana Prusińskiego wydany w grudniu 2001 roku przez Związek Literatów Polski, oddział słupski jest świadectwem brakoróbstwa, pogardy dla czytelników i samego autora. W kategoriach jakości wydania, tomik Prusińskiego przedstawia katastrofę. To jest ta sama jakość, którzy doświadczają lokatorzy większości budynków i chodników w Słupsku, rządzonym przez prymusów PZPR/SLD. Taki stosunek do własności społecznej mogą tylko oni zaprezentować, i czynią to także inwestując społeczne pieniądze w wydanie tomiku poezji.
Zastałem autora w ostatnim dniu grudnia 2001 poprawiającego tipexem i piórem błędy interpunkcyjne, stylistyczne i ortograficzne, w każdym jednym egzemplarzu swojego zbioru wierszy.
" - Jurek, zobacz, ci ludzie wszyscy z wyższym wykształceniem, nie umieją korekty zrobić ! Gdy zaproponowałem przed drukiem tej książeczki, że sam dokonam korekty, nie zgodzili sie, bo szkoły nie mam. - Popatrz ! Oni przekręcili nazwiska Łobodowskiego, Chudzyńskiego ! Oni nie znają mistrzów pióra z emigracji... i to wielkich mistrzów".
A ja na to: " - Czy ty widziałeś na Zachodzie książkę z tzw., erratą, tak jak to się widywało w PRL-u"?
" - Nie" - odpowiedział Zygmunt.
Ustaliliśmy, że ani on ani ja nigdy nie mieliśmy w rękach zachodniej książki z doklejoną listą błędów. Tam ludzie korektę robią przed drukiem, tutaj nawet po wydrukowaniu jej nie robią. Autor sam musi sobie to zrobić przy świątecznym cieście.
W przedmowie czytam: "...jest gościnny w rozdawaniu wierszy, szczególnie kobietom" i myślę: nie jestem gościnny w chwaleniu brakoróbstwa postkomunistycznego. Dlaczego ? A no dlatego, że znam PZPR-ską przeszłość towarzysza Kurylczyka, obecnego Wojewody, prymusa SLD, ex-szefa słupskich literatów i bronię interesu Zygmunta - autora tomiku "W krainie żebraków słyszę bluesa".
Nigdy nie rozumiałem roli "redaktora naczelnego". Sama nazwa budziła we mnie odrazę. Przecież to Prusiński napisał tę książkę - a ona nie jest encyklopedią, ani słownikiem, ani książką telefoniczną. Nie wiadomo, kto napisał przedmowę, bo nie jest podpisana. Natomiast na samej górze drugiej strony książki, czytam: "Redaktor Naczelny: Teodor Bartnicki". Pytam się Zygmunta, czy zna tego Teodora, a on odpowiada, że nigdy go na oczy nie widział, ale zna człowieka, który posiadając inne imię i inne nazwisko od urodzenia, twierdzi że jest Teodorem Bartnickim...
I dalej mówi Prusiński: "Widzisz... tylko siedem z piędziesięciu pięciu wierszy odczytanych w twoich audycjach Radia City wydrukowali, chociaż wybrałem do tomiku piętnaście. Nie zgodzili się nazwać jednego z rozdziałów, w oryginale: "Wiersze czytane w Radiu City". Woleli: "Wiersze głoszone na fali radiowego eteru".
- Boją się tej nazwy wymawiać... mówię do Zygmunta. Boją się też występować pod swoimi nazwiskami. Drukują się, jako Redaktorzy Naczelni, a w rzeczywistości są edytorami, a raczej cenzorami, bo nie pozwalają ci korzystać z twojego prawa do ekspresji. Na dodatek w jednym tomiku puszczają 33 błędy ! Nie dawaj im już nic do publikowania. Pisz wiersze o wolności, będziesz je czytać w radiu, ten czas nadejdzie. Radio jest lepsze... nie słychać błędów ! A jak masz wydać coś nowego, to zrób to sam, bez pomocy Teodora za społeczne pieniądze, bo on zmarnował społeczny fundusz na kulturę, literaturę polską. Będziesz miał wtedy prawo do uzyskania jakości i prawo do zwrotu całego nakładu, jeśli nie będziesz zadowolony. A teraz, będziesz sądzić Teodora Bartnickiego ? Przecież on nie istnieje, a społeczne pieniądze zapłacone za druk ? Kto się o nie upomni ?
- Brakuje w zbiorze wierszy Prusińskiego nazwiska autora rysunków i autora okładki. Są one z pewnością chronione prawem autorskim, ale chyba nie są chronione tajemnicą ! Zastanawiam się, czy Społeczna Oficyna Wydawnicza Autorów Agora w Słupsku kupiła prawa do tych rysunków. Czytam niżej: "Copyright by Zygmunt Jan Prusiński". To też nie ma sensu, bo książeczka wydana jest po polsku na rynek polski, i można było napisać: Prawa autorskie posiada autor. Widziałem wcześniej książkę towarzysza Jana Ryszarda Kurylczyka (Wojewody SLD) i... oczywiście wydrukował sobie: Copyright by... Nie pamiętam, czy Teodor maczał w tym... pióro.
Najlepsze wiersze Prusińskiego, nadane przez Radio City nie znalazły się w jego tomiku poezji. A moim wyrobionym zdaniem, były doskonałe; prawdziwe, nadające historyczne znaczenie, bo jest w tych wierszach prawda - nie tylko o czasie, ale i wybranych ludziach, którzy poprzez to że mają władzę w Słupsku, niszczą to niegdyś jedno z piękniejszych miast w kraju. I o tym było w tych wierszach.
Uważam, że autor bez względu na opinię Teodora powinien każdy tomik ostemplować po angielsku: Censorship by PZPR/SLD, i to wielkimi literami i najczerwieńszym tuszem !
Jerzy Izdebski
Styczeń 2002
_____*******_____
Spisane w dniu 3 Stycznia 2010 r.



Komentarze
Pokaż komentarze