Zygmunt Jan Prusiński
ŚNIĘ O CHLEBIE...
Pocieszony aprobatą,
jeszcze nie wyschnięty
żyję snami które zapisuję
w Ogrodzie Samotnego Człowieka.
Skupiam się nad zapachem chleba,
by przeżyć ten zwykły dzień
z aprobatą istnienia. -
Mój kot "Czarek" musi jeść,
co innego ja - człowiek znikąd.
Przyplątała się zardzewiała pajęczyna,
więc w niej jestem i w modlitwach -
czy tylko ja śnię o chlebie...?
CHODŹ SYNU NA SPACER
W lipcu skończy czternaście lat,
dorasta mnie wzrostem
podlotek o różowych marzeniach.
Jest skupiony nie w nauce
a przed komputerem w grach.
Ten inwalidzki świat dzieci
rozrasta się mimo woli,
że rodzic nie jest ważny -
jedno lub dwa zdania na dzień.
- Chodź synu na spacer,
to skalna droga nierealna.
Więc chodzę sam
swoimi myślami oplątany,
jak rośliny w dzikiej kniei.
SOPLE PRZY OKNIE
To milcząca orkiestra
kryształowe bagnety,
urosły na długość metra.
To piękno ma moc,
wojowniczy wygląd
powoli skraplają się przed
boskim słońcem.
Przypominam sobie
w książkach o kobietach,
że były inne w czeluści serca
umiłowane i dobre.
- Świat poszedł w samotność -
w natężonej strunie dźwięk
wojownika patrzy na orła.
Subtelne powroty -
kobieta nie śni a działa,
a ja jak ten sopel
kierunkiem w dół patrzę.
23.01.2010 - Ustka



Komentarze
Pokaż komentarze (2)