Motto:
"Starzy najpierw zapytali dlaczego zaczepiam nieznajomych, potem dali mi wpierdol, a na końcu powiedzieli: nigdy więcej nie uciekaj z domu. To nie tak, pomyślałam. Chciałam tylko wziąć tego pana ze sobą. Nie chcę żadnego pieska. Chcę tamtego pana". - Daniela
__________*****__________
Zygmunt Jan Prusiński
DANIELA Z MOJEGO CIENIA...
Jesteś zbyt inteligentna,
by cię zaprowadzić tam...
Kolczasty Las jest moim
miejscem, gdzie składam
na ziemi, słowa.
Nie zawsze są dojrzałe,
czasem narodzi się
i nie zakwitnie.
Po czasie nasiono
zasycha i ginie.
Jeśli zatęsknisz
za cichym cieniem,
przyjdź oswobodzona
ze słów i z dźwięków.
Zerwę kilka puent
z drzewa - zaśniesz
w moich rękach !
23.01.2010 - Ustka
Dopisek:
Przeczytałem to poniższe opowiadanie, i dzięki niemu ten wiersz powstał.
Autorka Daniela nie jest winna - winny jestem ja sam, że ta wrażliwość
mnie nie opuszcza...
Dlatego zaprosiłem autorkę Danielę do mojego Saloniku Ciszy i Poezji. -
Nawet nie wie o tym... Jest trzecim Gościem po Arturze Łobodzie i
Klaudiuszu Wesołym.
__________*****__________
TĘPA PRÓBA ŻYLETKI
Tylko raz dostałam wpierdol od starych. Piętnaście lat temu wyszłam na ulicę w nowej, pasiastej sukience i zaczepiłam pierwszego lepszego faceta. Zapytałam czy chce wpaść do mnie, do mamusi i do tatusia na herbatę, bo u nas w domciu mieszkają tylko trzy osoby i jest bardzo smutno. Tatuś z mamusią oglądają wieczorem kino nocne, a ja kręcę się bez ładu po łóżku i zgniatam misie. A najgorzej to jest przy obiedzie, bo nie mam w kogo rzucić groszkiem.
Facet przykucnął przy mnie. Pamiętam jego rzadkie, ciemne włosy i jasną twarz. Wziął mnie za rękę. Powiedział, że wie, gdzie mieszkam i on mnie tam zaprowadzi. Mamusi i tatusiowi powie, że się zgubiłam.
Starzy nie mieli ze mną większych problemów. Wiedzieli, że jeśli kupią mi plastelinę albo włączą film z gorącą Marilyn Monroe, to będę siedziała cicho. Czasem tylko wkurzali się, że nie chcę oglądać z nimi diskorelaksu i zamiast siedzieć z dzieciakami na ławce, ciągle bawię się przy bramie kamieniami. Dziecko, co ty widzisz w tych kamieniach, mówiłam nie wiem!, one są takie kochane, takie ciche i okrągłe jak świat. Matka chciała jakoś zaradzić tej melancholii i postanowiła, że odtąd będę jeździć z dziadkiem do roboty. Dziadek zaczepił się w oczyszczalni, był tam konserwatorem maszyn. Wymyślił, że będę zamiatać przed biurem. Nie lubiłam zamiatać, ale przynajmniej nikt nie czepiał się tego, że bujam w obłokach. Czasem zaczępiały mnie jakieś kobiety, o których dziadek mówił, grube baby z PGRu. Pytały kim jestem, i chwaliły, że ładnie zamiatam; któraś zapytała co będę robić, gdy już będę duża. Krzyknęłam, że będę prezydentem polski.
Szybko mi się odwidziało całe to zamiatanie, więc postanowiłam poudawać normalnego dzieciaka. Udało mi się wyłowić ze stawu czyjąś barbi. Obrałam ją z zieleniny, obciełam jej poplątane kudły, i wyszorowałam dziadkowym mydłem. Przypominała chudą pankową dziwkę. Pomóż mi, powiedziałam do wyłowionej barbi, a ja pomogę tobie.
I tak chodziłam w te i we w te z opitfaszoną lalką do czasu, gdy brat Kota odnalazł mnie przy trzepaku i przykazał prędko iść do domu, bo właśnie nagrał na vhs super film. Na pewno ci się spodoba, jest o amerykańskim południu, jest tam taka super laska, Scarlett, kocha dwóch facetów, rudego i bruneta.
No to poszłam. Bite trzy godziny patrzyłam na zaradną Scarlett i jej twardy tyłek. Po tym wszystkim powiedziałam starym, że poczekam aż dorosną, a swoje skoczne diskorelaks mogą sobie wsadzić.
Tym razem nie dostałam wpierdol. Skoro zamiatanie pod oczyszczalnią nie pomogło, pomoże ciotka Lunia. Ciotka Lunia była wyluzowaną matką polką, ale miała jedną wadę, właściwie ładną i zdolną córkę, o której w przypływie matczynej dumy mówiła moja Letycja. Letycja była najładniejszą dziewczynką we wsi. Opalona jak czekoladka, mistrzyni złośliwej riposty, potrafiła zanucić każdy przebój disco polo. Kiedy zobaczyła przed sobą małego, szarego wampira w osobie kuzynki Danieli, już na wstępie zakomunikowała, że nie cierpi blondynek. Przekonywałam ją, że w nocy moje włosy są zielone. Ale Letycja uparcie twierdziła, że dziewczynka, która nie ma w szkole czerwonego paska i nie deklamuje na akademiach wierszy o bocianach musi być głupią gęsią.
Starzy marzyli o Letycji. Chceli mieć w domu taką wesołą, towarzyszką córeczkę, a nie małego ćwierćinteligenta. Nie garb się, patrz jaka Letycja jest wyprostowana, czy ty nie możesz mniej jeść, niedługo będziesz jak dwie Letycje. I przestań w kółko wertować tę książkę, wyjdź na świeże powietrze, co ty tam czytasz, przeminęło z wiatrem, skąd to masz, znowu zamiast na niemiecki poszłaś do biblioteki.
Patrząc na Letycje wiedziałam, że przyjdą czasy, kiedy w modzie będą stalowoszare sukienki, i subtelne upięcia włosów. Ludzie będą bywać w kinach i teatrach, skakać na bungee, i gadać przez komórkę nieskalaną polszczyzną. Nie pomyliłam się, Letycja poszła na studia, i w stylu tvnowskich bohaterów bywa w kuloskich miejscach, gdzie serwują sushi. Wie jak używać różu i jak nowatorsko kochać się ze swoim metrochłopakiem.
A ja wciąż grzebię w kamieniach. Piję kakao. I jadam chleb z pasztetem. Zmieniliśmy tylko dom i bramę. Nowe kamienie są smutne. Przestały się do mie odzywać. Wydawało mi się, że już zawsze będę kucać przy bramie i zagrzebywać dłonie w piachu.
W minione lato miałam przygodę z Malarzem. Mówił o sobie: student, barman, a przede wszytkim malarz pokojowy. Był jak młody bratt pitt. Miał złotą skórę, ktora skwierczała pod palcami, myślę sobie, że Misiek też ma latem taką skórę. Cholera, nie wiem, Misiek i ja to noce i dnie na różnych półkulach.
Malarz poczęstował mnie kiedyś papieroskiem. Taki mały, niewinny papierosek, po którym odszedł do byłej dziewczyny. Ukarzę ją, grzmiał na papierosie ze mną, zaproszę do mieszkania, zbajeruje, ona potulnie zrzuci z siebie wszystkie ciuchy, gotowa do skoku tygrysica, a ja powiem panience żeby się ubrała i wyszła. Normalka.
Dobrze, że Malarz odszedł do byłej.
Któregoś dnia obudziłam się i pomaszerowałam do łazienki. Zobaczyłam w lustrze odbicie jakiejś obcej kobiety. Przestraszone, zamglone oczy, wychudzona, blada twarz, pełne, przecięte usta, włosy szorstkie, w nieładzie, miały kolor czerwieni.
Witaj, powiedziałam głośno. Odtąd mieszkać będziesz pod wszystkimi mostami. Serce będziesz miała wyschłe jak koryto rzeki, a ciało jeszcze ciepłe. Gotowe.
Daniela
pe es.



Komentarze
Pokaż komentarze